26/10/2025
Coma, Coma, Coma. Na ich koncert czekałem dobry rok. Pierwotne lata, pierwsze 20 lat działaności łódzkiego zespołu ominęły mnie, sympatyzując z inną muzyką, trochę delikatniejszą. Dzięki śledzeniu The Dumplings i Kuby Karasia, mogłem od samej premiery śledzić poczynania duetu Karaś/Rogucki, który na początek wspólnej, 5-cio letniej przygody zaserwował „Bolesne strzały w serce” (wcześniej jednak był cover utworu „1996”). Co mógłbym powiedzieć, kupił mnie ten numer w pełnej krasie: od elektronicznej, dynamicznej kompozycji, po tekst Roguca i ten Werterowy tekst.
Przenosząc się o 1,5 roku, w 2021, na 22 urodziny dostałem od trójki wspaniałych Przyjaciół (pozdrawiam Was Magdo, Paulino i Karolu 🫶🏻) winyl „Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków”. Można rzec, iż był to początek „indoktrynacji” mnie w kierunku sympatyzowania z Comą 😅.
Na poważniej za ich muzykę zabrałem się dopiero rok później, zasłuchując się w „Pierwsze Wyjście z Mroku”, a przede wszystkim w „Spadam”.
Tak oto mijały tygodnie, miesiące, zatrzymując się ciągle przy pierwszym krążku. Mogłem słuchać kolejnych, jednak odsłuch pierwszego dawał mi sporo ukojenia, a także radości z interpretowania poszczególnych wersów na swój sposób, odnajdując także nowości w kompozycjach, poszczególne smaczki skrzętnie schowane pomiędzy najwyrazistszymi instrumentami.
Kiedy w zeszłym roku powrót Comy był już ogłoszony, chciałem KONIECZNIE wybrać się na koncert, zrobić zdjęcia, a po trzech pierwszych bez flasha, cieszyć się dźwiękami i słowami. Jednak mimo szczerych chęci, cel został spełniony dopiero na ich koncercie na Festiwalu w Jarocinie.
Czy się zawiodłem? W żadnym razie, Coma wróciła z formą i jakością, której pozazdrościć jej może wiele zespołów czy młodych raperów.
Mimo mojej zajawy na fotografię, tylko czekałem aż skończą się trzy pierwsze, by wyjść z fosy, schować sprzęt i stać się słuchaczem, jednym z wielu, którzy przyszli posłuchać, być może pierwszy raz od wielu lat, swojego Zespołu na żywo, upewniając się czy to wciąż to samo.