23/03/2026
Lubię ten stan, kiedy czuję, że czeka mnie wielka przygoda z książką. Nie zdarza się to często, bo chociaż czytam dużo i uwielbiam to robić, ale tak oczekiwania, jak i ich spełnienia bywają różne.
Teraz, poczytując serię kryminało-thrillerów Przemysława Piotrowskiego z komisarzem Igorem Brudnym (świetne) i równolegle zaglądając do Lema (bo bez niego trudno jest żyć), celebruję rozpoczęcie lektury, o której poniżej.
Jej autorem jest Russell Hoban, na którego trafiłem za sprawą tłumacza Michała Kłobukowskiego, który przełożył piękną, aczkolwiek chyba kompletnie niedocenianą książkę pt. „Żółwi dziennik”. Kompas pana Michała dla mnie wskazuje zawsze atrakcyjny kierunek i jeszcze nigdy się na nim nie zawiodłem.
Tym razem czekam na książkę Russella Hobana pt. „Riddley Walker”. Jest to powieść postapokaliptyczna, w której narratorem jest 12-letni chłopiec. Rzecz dzieje się w bardzo dalekiej przyszłości. Obowiązujący wtedy język, jak wiele innych rzeczy, zmienił się. Na gorsze. I takim właśnie, gorszym językiem, napisana jest cała książka. Tłumaczenie, którego dokonał Piotr Siemion, na pewno stanowiło nie lada wyzwanie. Poniższy cytat z pierwszej strony książki być może sprawi, że zainteresujecie się Państwo tą pozycją, tak jak ja.
„We sam muj DzieńImienia, jakem skończył ja rokuf 12, ruszyłem ja z dzidom wrenku na szpicy po chodu i ubiłem dzika, coto chyba był ostatni dzik na Krajnych Wzgużach, takczy siak dzikuf ode dawna wogle aniwidu, tensie dopiero pszy trafił, a wiencej ich tesz jusz niema cosie spodziewać. (…) Dźgnienty zrobił to, co miał zrobić, bosie okreńcił, stanoł, zembami zadzwonił, troche sie pomiotał i prosze gotowe. Muwie ja: „Tfoja kolej dzisia, moja kiedy ińdziej”. (…) Szystko to było jakieś głupowate.”.
A’propos ostatniego, zacytowanego zdania: ostatnio, usiłuję robić zdjęcia z pomocą mikroskopu, ale w tymże brakuje okularów, bo się serwisują. Szystko jest tedy całkiem głupowate, jako i foto grafja coto beznich cykłem. Noale cykłem, to pokazywam, a pszyprawa dozóp robisfoje.