19/04/2026
Jestem zmęczona.
Jestem zmęczona swoim Dzieckiem.
Jestem zmęczona robieniem dobrej miny do gry, w której dostałam tak chujowe karty, że nie da się nimi ugrać nic sensownego. Z gówna bicza nie ukręcisz.
Jestem sfrustrowaną matką niepełnosprawnego dziecka. Dziecka, które wygląda jak anioł i na pierwszy rzut oka wszystko z nim ok. Taki cudowny chłopiec!
Tak, to prawda. Jest cudowny. Jest kochany. Jest wyjątkowy. Tyle, że mi ta wyjątkowość już wychodzi bokiem.
Ile razy słyszałam te czasem niewypowiadane głośno słowa. Siedzisz w domu z dzieckiem. Co za matka, że pozwala, żeby dziecko rzucało się na środku sklepu. W dupę by przyłożyła i nauczyłby się. Jak tak można dziecko wychowywać, że drze się w autobusie pełnym ludzi? Co za patola. Dziwny jakiś ten dzieciak, bełkocze coś pod nosem. Piasek rzucać na zjeżdżalnię? Przecież tam bawią się DZIECI! Osiem lat? I za rękę z mamusią chodzi? Co to za bieganie po przystanku, jaki niegrzeczny dzieciak. Se wychowała, że się nic nie słucha.
No bo się nie słucha. Nie słyszy, nie chce słyszeć, ma to w dupie. Nie wiem.
Wiem, że nie mam już siły.
Ilu z Was odwraca wzrok w komunikacji miejskiej i udaje, że nie widzi i nie słyszy dziecka z trudnościami (strach przed hałasem, lęk przed jazdą na stojąco z obijaniem się nosem o tyłki innych ludzi w tłoku, niezrozumienie, dlaczego nie może wyjrzeć przez okno, skoro je to wycisza i uspokaja, nadwrażliwością na zapachy, dotyk obcych ludzi, dźwięki, z zaburzeniami równowagi). Ilu z Was, zdrowych i ROZUMNYCH, siedziało zadowolonych z dupami i torbami na siedzeniach, zamiast ustąpić miejsca i oszczędzić traumy? Podkreśliłam ROZUMNYCH, bo wielu z was myśli o osobie z trudnościami per BEZMÓZG a wy przecież jesteście lepsi.
Ilu z Was oceniło mnie przez pryzmat trudnych zachowań mojego dziecka jaką jestem beznadziejną matką, o podłym charakterze, z brakiem moralnego kręgosłupa kiedy "pozwalam na takie rzeczy", nic nie wiedząc o mnie i o sytuacji w jakiej żyjemy od lat. Nie chce mi się tłumaczyć i dyskutować.
Mam prawo być zmęczona. Mam prawo czuć frustrację. Mam prawo mieć dosyć. I mam.
Zapraszam do ośrodków z opieką nad niepełnosprawnymi dziećmi. Zajmijcie się - po kilka godzin chociaż, nie mówię, że przez całą dobę - przekonajcie się jakie to odprężające i przytulne "siedzenie w domu z dzieckiem". A potem spójrzcie na sytuacje z autobusów, sklepów, placów zabaw innym okiem.
Nie rozumiecie. Nie wiecie co widzicie. Nie macie świadomości, jak to jest walczyć o najmniejszy drobiazg każdego dnia. Mówić do ściany. Prosić. Błagać. Aż w końcu chce się tylko krzyczeć i orać sobie ryj pazurami aż do krwi z bezsilności. Po prostu nic nie wiecie. Nic.
Jestem zmęczona swoim Dzieckiem. I życiem ciągle jak w gniazdku elektrycznym, pod napięciem. Czy to dziś on wybuchnie? Czy to może już ja nie dam rady?
Jestem zmęczona i mogę być. Ale zbieram dupę w troki, bo nie mam innego wyjścia. Nikt za mnie nic nie zrobi. I będę tak się zbierać aż zdechnę.
Ja, matka. Ta patolka z tatuażami.