31/03/2026
Nagrałam dziś coś zupełnie spontanicznie. Wzięło mnie na zadumę.
Miesiąc po urodzeniu pierwszego dziecka, stałam w środku nocy w kuchni i patrzyłam na księżyc. Pełnia w wadze. Równowaga. Balans. Co to znaczy?
Dopiero poznawałam smak macierzyństwa. Dopiero zaczynało do mnie docierać, że ojciec dziecka nigdy nie będzie matką, nie zastąpi mnie, ani nie wypełni 50% obowiązków rodzica. Zaczęłam też rozumieć, że każdy dzień będzie wyglądac inaczej. Jednego dnia zjem ciepłe śniadanie, innego tylko suchą kromkę chleba. Jednego będę mamą na 100%, a innego dam z siebie tylko 10%. Moja działalność zawodowa będzie od teraz musiała walczyć o miejsce w kalendarzu z obowiązkami mamy. Czy dam radę znaleźć w tym satysfakcjonujący balans? Już wiem, że to nie ma żadnej konkretnej, sztywnej formy. To płynie i wymaga ode mnie update'u każdego dnia. To trudna akrobatyka, bo chciałabym mieć gotowiec, przepis na spokojne, zrównoważone życie.
Dziś byłam mamą na 40%. I to jest ok. Wczoraj byłam na 150%. Jutro będę tyle ile dam radę 💛
PS. Testuję nowy sposób komunikacji z Wami i tworzę podwaliny pod coś... nowego i ekscytującego! Nie popieram tych dynamicznych, wyskakujących z lodówki materiałow. Czy to co robię ma sens? Dla mnie ma 💛 jeśli dla Ciebie też, będę wdzięczna za każdą formę wsparcia i poparcia 💛
Refleksje / samorozwój / macierzyństwo