Kiedy zastanawiamy się nad relacją, jaką tworzymy ze światem, nad miejscem, jakie w nim zajmujemy, posługujemy się zazwyczaj kategoriami przestrzeni i czasu. Są poręczne, a ich rozumienie wydaje się uniwersalne. „Teraz jestem tu”, „byłem kiedyś tam”. A gdy do odnajdywania się w świecie posługujemy się fotografią, to zazwyczaj pragniemy, aby potwierdzała nam bezwarunkowo naszą, bądź czyjąś, obecność, w czasie i przestrzeni. Czas jest natomiast często postrzegany jako linearny i nieprzerwany bieg wydarzeń, który wieńczy wcześniej obrany cel. Fotografia pozornie pozwala nam odnosić się do wybranych miejsc i sytuacji, w taki sposób, że tworzy złudzenia obecności i niczym niezakłóconej ciągłości. Tak, jakby właśnie te, zarejestrowane chwile były z jakiegoś powodu jedyne i najważniejsze. Czasem k**i ujawnianiem momentów o charakterze decydującym. A przecież tak naprawdę nie chwytamy za jej pomocą niczego. Fotografia sama generuje migawkowe sytuacje, nie wychwytuje ich, ani nie ujawnia. Bez niej nie istnieją. I nie decydują o niczym – to o nich zdecydowano. Taka fotografia utwierdza nas w przeświadczeniu, że istnieje tylko to, co widać. A zatem to, co widzimy, jest tym, co było i jest najważniejsze. W zdominowanym przez obraz świecie, w którym widać już prawie wszystko, jest to niepokojące.
Tymczasem w pracach Michała Pietrzaka czas jest poszarpany, biegnie skokowo i nieprzewidywalnie. Nie pozwalają nam one odnaleźć się w konkretnej, wypełnionej znaczeniem, idealnej chwili. Podobnie żadna perspektywa nie jest w jego montażach i fotograficznych kolażach uprzywilejowana. Drobne przesunięcia punktu widzenia w obrębie każdego z elementów jego prac sugerują, że nigdy nie jesteśmy dokładnie tam, gdzie trzeba. Za każdym razem brakuje nam jeszcze jednego, drobnego kroku. W takim niezdeterminowanym świecie każda sytuacja, każda chwila może stać się nośnikiem znaczenia. Znaczenia, które choć bliskie, jest na dobrą sprawę nieosiągalne. I które nie wyczerpuje się w jednej, bezpośredniej i czytelnej formie.
Wydaje się, że istota jego prac tkwi w tym, czego na tych obrazach nie widać. Tak, jakby najważniejsze było to, co nie zostało zarejestrowane.
W sferze miasta od dawna zadomowiło się doświadczenie szoku. To ono determinuje nasze wzajemne relacje i odczuwanie przestrzeni. Swoje źródło ma w samotności. Prace Michała Pietrzaka dają jednak nadzieję na zachowanie świadomości tego, co poprzez to wyobcowanie tracimy. W pewności tego, co nieodwracalnie zgubione, co minęliśmy bezpowrotnie, są niczym Benjaminowska „miłość od ostatniego wejrzenia”.
To mądre fotografie. Rozbijając pozory nowoczesności, w które uwikłana jest za sprawą doświadczania świata przez obrazy, przypomina nam, że dyktat sensu i totalność są złudzeniem. I że nie ma powrotu, ani żadnego mitycznego powtórzenia.
Mateusz Palka
[ua↓]
When we think about the relation we build with the world, about our place in it, we usually apply the categories of space and time. They are convenient and their meaning seems universal. “Now I’m here,” “I was there.” And when we utilize photography in order to find ourselves in the world, we typically want it to unconditionally confirm our or somebody else’s presence in time and space. Time is frequently perceived as a linear and uninterrupted course of events that completes a previously defined objective. Photography seemingly enables us to relate to selected places and situations in such a manner that it creates illusions of presence and uninterrupted continuity. As if these very moments captured in a picture were unique and the most important for some reason. Sometimes, photography tempts us to reveal some decisive moments but, in fact, we don’t capture anything by means of taking pictures. Photography generates momentary situations, it does not detect or disclose them. They do not exist without photography. And they do not determine anything – they have been determined. Such photography confirms us in our belief that things that can be seen are the only things that exist. Therefore, what we see is what has been and is the most important. In a world dominated by pictures, where almost everything can be seen, this is disturbing.
However, in Michał Pietrzak’s works, time is distorted, irregular and unpredictable. His pictures do not enable us to pinpoint an exact, meaningful, perfect moment. No perspective is privileged in his montages and photographic collages, either. Slight displacements of the point of view inside each element of his works suggest that we are never precisely where we should be. One small step is still left to be made. In such an undetermined world, each situation, every moment may become a carrier of meaning. As a matter of fact, the meaning, as close as it may be, remains unattainable and it is not exhausted in a single, direct and legible form.
It appears that the essence of his works is rooted in what cannot be seen in these pictures, as if the most important thing was something that has not been recorded.
The experience of shock, which has been present in the city environment for a long time, determines our mutual relations and the perception of space, originating in loneliness. Michał Pietrzak’s works give us some hope, however, for retaining the awareness of what we lose due to this alienation. In the recognition of what is irrevocably lost, what has irretrievably passed away, his works are like Walter Benjamin’s “love at last sight.”
These are wise photographs. Smashing the appearances of modernity, in which photography is entangled because of our picture-based experience, this exhibition reminds us that the dictates of sense and totality are illusions. And that there is no return or any mythical repetition.
Mateusz Palka
Коли ми замислюємося про взаємовідносини, які ми створюємо зі світом, про місце, яке в ньому займаємо, ми зазвичай використовуємо категорії простору і часу. Вони зручні, і їх розуміння здається універсальним. "Тепер я тут", "Я був там колись". І коли ми використовуємо фотографію, щоб знайти себе у світі, ми зазвичай прагнемо, щоб підтвердила нам абсолютно нашу, або чиюсь присутність у часі та просторі. Час з різних ракурсів часто розглядається як лінійний і безперервний хід подій, що увінчує раніше вибрану мету. Фотографія, очевидно, дозволяє нам посилатися на вибрані місця і ситуації таким чином, щоб вона створювала ілюзію присутності і не порушувала безперервність. Ніби ці зареєстровані моменти з якихось причин є єдині і найважливіші. Іноді вона спокушає уявленням моментів вирішального характеру. І все ж ми дійсно нічого не розуміємо з її допомогою. Сама фотографія генерує миттєві ситуації, не захоплює їх і не розкриває їх. Вони не існують без неї. І вони нічого не вирішують - за них було вирішено. Така фотографія підтверджує нас у переконанні, що існує лише те, що є видимим. Отже, те, що ми бачимо, є тим, що було і є найважливішим. У світі, де домінує картина, в якій майже все видно, є щось тривожне.
Тим часом, в роботі Міхала Пєтшака, час є обірваний, він пробігає імпульсом і непередбачувано. Вони не дозволяють нам опинитися в конкретному, наповненому значенням, ідеальному моменті. Аналогічно, жодна перспектива не є привілейованою в його збірці та фотографічних колажах. Невеликі зрушення точки зору в кожному з елементів його роботи свідчать про те, що ми ніколи не знаходимося точно там, де ми повинні бути. Кожен раз нам бракує ще одного маленького кроку. У такому невизначеному світі кожна ситуація, кожен момент може стати носієм сенсу. Значення, які, хоча і близькі, насправді недосяжні. Які не вичерпуються в одній, безпосередній та читабельній формі.
Здається, що суть його роботи полягає в тому, чого не можна побачити в його роботах. Ніби найважливіше є те, що не було зареєстровано.
У сфері міста досвід шоку вже давно встановлений. Це він визначає наші взаємини і відчуття простору. Він має своє джерело в самоті. Твори Міхала Пєтшака, однак, дають нам надію на свідомість того, що ми втрачаємо через це відчуження. У впевневності того, що було безупинно втрачене, що минули безповоротно, подібно до Вальтера Беньяміна "любов до останнього погляду".
Це мудрі фотографії. Розривання зовнішності сучасності, в якому він заплутався через переживання світу крізь образи, нагадує нам, що диктування сенсу і сукупності є ілюзією. І що немає ні повернення, ані жодного міфічного повторення.
Матеуш Палка