Obiektyw_ny

Obiektyw_ny Okiem obiektywu na temat otaczającego świata. Fotografia, reportaże, historie, podróże.

Miesiąc temu zmieniliśmy swoje życie i przeprowadziliśmy się do Gdańska. Przed przeprowadzką byliśmy tu razem raz i to r...
19/03/2021

Miesiąc temu zmieniliśmy swoje życie i przeprowadziliśmy się do Gdańska. Przed przeprowadzką byliśmy tu razem raz i to rok temu, dlatego postanowiliśmy zacząć odkrywać najbardziej wyjątkowe zakamarki Trójmiasta. W tej kwestii nie mogło się więc obejść bez jednego z największych symboli: Stocznia Gdańsk.
NSZZ Solidarność i protesty robotników to hasła mocno tu zakorzenione. Nie bez przyczyny, więc priorytetem dla nas było doświadczenie tego samemu. Szlak Stocznia Cesarska (południowa część stoczni) jest dostępny dla turystów dopiero od 2018 roku. Wcześniej był on zamknięty dla zwiedzających. Historia stoczni sięga czasu zaborów pruskich tj. 1844 r gdy powstał tu Królewski Zakład Budowy Korwet. W 1871r miejsce trafiło w ręce Prus i zostało przemianowane na: Stocznie Cesarską. Dwadzieścia lat później powstała również druga stocznia: Schichau. To wtedy firma zaczęła zajmować się budową statków transportowych, pasażerskich jak i okrętów wojennych. Podczas drugiej wojny światowej stocznie trafiły do Marynarki Niemieckiej. Po zakończeniu wojny ZSRR przejął niemieckie zakłady.
Będąc na terenie stoczni ma się wrażenie jakby czas się tam zatrzymał. Miejsce wydaje się opuszczone i zapomniane chociaż wciąż istnieje tu przemysł. Widać tu wiele zniszczeń pamiętających jeszcze lata 50te. Na ścianie jednego z budynków ktoś napisał kredą: „ Zniszczenie systemu oznacza zbudowanie go od nowa ‘’ odwołująca się do Lenina (imiennika stoczni w latach 1968-89).
Obecnie istnieją plany wybudowania wyższej zabudowy na tym terenie. Wszystko się wyjaśni gdy zostanie podjęta decyzja czy obiekt trafi na listę światowego dziedzictwa UNESCO co może wydarzyć się już w tym roku! Jednak warto zwiedzać i odkrywać to miejsce już teraz!!!

--- ENGLISH BELOW ---Pogoda w Polsce nas nie rozpieszcza więc postanowiliśmy pozostać na parę tygodni jeszcze w ciepłej ...
21/10/2020

--- ENGLISH BELOW ---

Pogoda w Polsce nas nie rozpieszcza więc postanowiliśmy pozostać na parę tygodni jeszcze w ciepłej Chorwacji i pokazać Wam parę miejsc, które być może zawitają na Wasze bucket listy.
Dzisiaj zaczniemy od miejsca zarówno wspaniałego jak i bardzo potrzebnego w Chorwacji. Sankturium dla niedźwiedzi (Bear Sanctuary Kuterevo) mieści się mniej więcej w połowie drogi do Dalmacji (Central Dalmatia) - w miejscowości Kuterevo (Kuterevo). Jest to swego rodzaju sierociniec dla misiów, które w młodym wieku straciły swoje matki, a były zbyt małe aby poradzić sobie samodzielnie. Niestety odchowane przez ludzi nie mogą już wrócić na wolność, dlatego to właśnie tutaj rosną, bawią się i dożywają późnej starości. Najważniejsze – są bezpieczne! Wizyta w ośrodku jest całkowicie darmowa, można natomiast zostawić datek wspierający wolontariuszy z całego świata, którzy dbają o niedźwiedzie i remontują ośrodek na własną rękę. Misie są prawdziwymi gwiazdami, przechadzają się wzdłuż ogrodzenia, bawią się, przeciągają i obserwuje się je z prawdziwą przyjemnością.
Samo miejsce jest oddalone paręnaście kilometrów od głównej drogi, a jedzie się wąskimi dróżkami przez okoliczne wioski. Dojazd jest nieco utrudniony, lecz niech Was to nie zniechęca do przyjechania tutaj, ponieważ naprawdę warto

Zachęcamy Was jak zwykle do komentowania, lajkowania i udostępiania!!! :))))

Julia Hipp i Marcin Zięba

Źródła:
https://www.takeyourtrip.pl/ulubiony-kierunek-polakow-chorwacja/
https://www.logo24.pl/Logo24/7,139843,25348089,chorwacja-dla-ambitnych-cz-3-niedzwiedzie-winnetou-i-rijeka.html?disableRedirects=true

________________________________________________

The weather in Poland isn’t very nice now, so we decide to stay a little bit longer back in Croatia, and show you some of the places that maybe you would like to put on your bucket lists.
We want to start from a place wonderful as well as necessary in Croatia. The bear sanctuary (Bear Sanctuary Kuterevo) is located in midway to the Dalmatia (Central Dalmatia) in the small village – Kuterevo (Kuterevo). It is a kind of orphanage for the bears, which lost their mothers and wasn’t big enough to take care of their own. Good people are taking care of cubs, but they cannot come back into the wild after that, so they are staying here growing stronger and playing happily. The most important thing – they are safe! Visiting that place is free, but if you want you can leave some money to help volunteer from around the world to still looking after babies and rebuild the sanctuary. The bears are superstars, and they love to play around. It is so lovely to see that. We recommend you with all our hearts!

We are encouraging as always to share your opinions in the comments and like our fan page. Enjoy guys!!!!

Już od trzech miesięcy mieszkamy w Zagrzebiu, więc przez ten czas mieliśmy okazję poznać wielu Chorwatów i zawsze korzys...
19/09/2020

Już od trzech miesięcy mieszkamy w Zagrzebiu, więc przez ten czas mieliśmy okazję poznać wielu Chorwatów i zawsze korzystamy z okazji, aby zapytać co warto zobaczyć w okolicy miasta. Wszyscy bez zastanowienia odpowiadają jedno – Varaždin.

Varaždin (Volim Varaždin) , nazywany często „małym Wiedniem” znajduje się zaledwie godzinę drogi od Zagrzebia bardzo blisko autostrady. Jest to ważne miasto dla Chorwacji, nie tylko ze względu na przecudowną barokową zabudowę doceniona nawet przez New York Times, ale również z powodów historycznych. To tutaj została przeniesiona stolica na 20 lat, jednak pożar w 1776 roku sprawił, że władze postanowiły powrócić do Zagrzebia.

Stosunkowo małe miasto z 50 tysiącami mieszkańców jest obecnie nazywane „miastem –muzeum”, ciężko się dziwić temu stwierdzeniu, ponieważ jest wypełnione po brzegi zabytkami.
Zaparkowaliśmy w pobliżu Teatru Narodowego i z tego miejsca rozpoczęliśmy swoją wycieczkę. Tuż obok znajduje się mały urokliwy park z fontanną. Zza drzew można było dostrzec Katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Niestety była zamknięta, więc nie mogliśmy zajrzeć do środka.

Następnie udaliśmy się do uznawanej za najważniejszą świątynię w Varaždinie - Kościóła św. Mikołaja. Świątynia charakteryzująca się czerwoną iglicą posiada głównie barokową budowę, chociaż była wielokrotnie przebudowywania i posiada elementy z różnych epok. Również nie mieliśmy szczęścia z Kościołem św. Mikołaja. Mogliśmy obejrzeć go tylko z zewnątrz, więc udaliśmy się w stronę pomnika Grgura Ninskiego - symbolu walki w obronie kultury i języka chorwackiego - stojącego przed kościołem św. Jana Chrzciciela.

Grzegorz z Ninu aktywnie walczył o prawa Chorwatów do mszy w rodzimym języku, a jego postać upamiętniają trzy pomniki znajdujące się w Splicie (ten najbardziej znany), Ninie oraz właśnie Varaždinie. Co ciekawe Varaždinski posąg powinien trafić do Splitu, jednak okazał się zbyt mały, stąd decyzja, żeby postawić go tutaj. Legenda głosi, że dużo szczęścia spotka każdego kto dotknie… dużego palucha biskupa.

Miejscowa ludność mówi, że w Varaždinie śpią anioły. Tylko byste oko dostrzeże gdzie się ukrywają, warto poświęcić temu chwilę. Za kościołem św. Jana Chrzciciela mieści się – Anđelinjak. Bardzo łatwo przeoczyć niewielka instalację składająca się z podświetlonych na różne kolory figurek aniołków. Gdy się na nie patrzy z jednej strony czuje się ich niezwykłość, niemniej z drugiej strony wywołują w człowieku pewnego rodzaju niepewność.

Wypiliśmy szybką kawę w cieniu ratusza miasta na Trg kralja Tomislava i udaliśmy się już bezpośrednio do najbardziej rozpoznawalnej atrakcji Varaždina – zamku Stari Grad. Biała twierdza z czerwonym dachem już sama w sobie robi wrażenie, a dodatkowego uroku dodają jej otaczające ją kwieciste ogrody. Obecnie mieści się tam muzeum, jednak jak na czas koronawirusa przystało nie było nam dane go odwiedzić.

Na koniec warto wspomnieć odrobinę o turystach, a raczej ich braku. Do miasta przyjechaliśmy na koniec weekendu i poza ludźmi relaksującymi się w kawiarniach nie napotkaliśmy praktycznie nikogo.

Miasto jest ciche i spokojne, ale urokliwe. Bardzo polecamy zatrzymać się tu na krótki odpoczynek w trakcie długiej podróży na wybrzeże, ponieważ znajduje się ono bardzo blisko autostrady.

A Wy byliście już w Varaždinie? Może dopiero planujecie się tam wybrać?
Podzielcie się z nami Waszą opinią w komentarzach :)

Źródła:
https://crolove.pl/varazdin-dawna-stolica-chorwacji/
https://croatia.hr/pl-PL/varazdin
https://pl.wikipedia.org/wiki/Grzegorz_z_Ninu
http://www.chorwacja-a1.pl/varazdin/
https://www.total-croatia-news.com/item/12554-varazdin-25-things-to-know-about-a-gem-of-northern-croatia
https://tropter.com/pl/chorwacja/varazdin/stary-zamek

Jeziora Plitwickie - bajka czy kicz?Mieliśmy wrażenie, że być  w Chorwacji i nie odwiedzić Plitwickich Jezior (Nacionaln...
16/09/2020

Jeziora Plitwickie - bajka czy kicz?

Mieliśmy wrażenie, że być w Chorwacji i nie odwiedzić Plitwickich Jezior (Nacionalni park Plitvička jezera / Plitvice Lakes National Park) to tak jak być w Paryżu i nie zobaczyć wieży Eiffla. Mimo, że oboje nie przepadamy za miejscami, do których tak tłumnie przybywają turyści, postanowiliśmy sprawdzić na czym polega fenomen największej atrakcji tej części świata. Zwłaszcza, że obiekt jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a jest to swego rodzaju gwarancja pięknych widoków.

Park składa się ze zjawiskowych szesnastu jezior o bajkowym kolorze. Woda jest w nich krystalicznie czysta, do tego stopnia, że można bez przeszkód oglądać pływające w niej ryby. Świeże powietrze pozwala na odetchnięcie od zgiełku miasta. Jeziora są podzielone na Górne i Dolne, z czego największym jest jezioro Kozjak o powierzchni aż 81ha. Kozjak jest również najgłębszym z jezior. Jego nazwa po chorwacku oznacza „koza”, a co ciekawe jak mówi legenda swoją nazwę wzięło właśnie od stada kóz, które się w nim utopiły. Różnica wysokości sprawia, że są one połączone wodospadami. Kolor wody nie jest jednolity dzięki harmonijnie funkcjonującemu ekosystemowi. Na całym obszarze przeplatają się wszystkie kolory od turkusowego, przez błękitny, aż do ciemnych zieleni – świetnie widać to na zdjęciach!

Wybraliśmy najbardziej polecaną trasę C - 8 kilometrów, czas przejścia 4-6 godzin ( był to nasz pierwszy raz w Parku, więc możemy się odnieść tylko do tej właśnie trasy.) Wydaje się nam ona bardzo optymalna. Pozwala na zobaczenie zarówno Dolnych jak i Górnych jezior, a dodatkowo od razu na wejściu mamy możliwość obejrzenia Wielkiego Wodospadu. Trasę zrobiliśmy w 4 godziny, więc zakładamy, że da się ją zrobić jeszcze szybciej, ponieważ nie jest zbyt wymagająca. Z upływem czasu jednak widok staje się dość jednostajny i powoli zaczyna nużyć. Rozrywką było przepłynięcie jeziora Kozjak statkiem, co również jest w cenie biletu.

Pierwszym minusem była cena – za bilet studencki zapłaciliśmy 125 kun (około 75 zł). Na cenę biletu ma wpływ wejście, z którego będziemy korzystać – wejście A jest droższe o 25 kun (ok. 15 zł). Bilety bez zniżek kosztują adekwatnie do wejścia 200 kun (ok. 120 zł ) lub 150 kun (ok. 90 zł). Nie bez znaczenia jest też miesiąc, w którym będziemy odwiedzać park. Miedzy październikiem, a miesiącami letnimi nie ma aż tak dużej różnicy, jednak im bliżej końca roku tym cena jest bardziej przystępna. Warto kupić bilety przez Internet, aby uniknąć już na początku stania w kolejkach

A właśnie… KOLEJKI. Do kas kolejki, do toalety kolejki, na statek kolejki, po zejściu ze statku kolejki. Nie można zbyt długo zastanawiać się nad ujęciami, bo z za ramienia można już po chwili dostrzec podrytowane twarze ludzi, którzy czekają – a jakże inaczej – w kolejce. Biorąc pod uwagę, że my byliśmy we wrześniu, czyli już po zakończonym sezonie, nie chcemy wiedzieć co dzieje się w trakcie wakacji. Co więcej wiele z turystów zachowuje się w sposób karygodny. Pijani, krzyczący, wulgarni i bez koszulek. Nawet piękne jezioro w tle nie wymaże widoków brzuszków piwnych z naszych głów. Kiedy już myśleliśmy, że skryliśmy się wśród Górnych Jezior, o ironio, pojawił się mężczyzna z głośnikiem w plecaku puszczający reaggae na pełen regulator. Co gorsza nie sposób było przed nim uciec. Tyle byłoby jeżeli chodzi o relaksowanie się przy uspokajających dźwiękach szumiących wodospadów. Park słynie z wielu gatunków ptaków, jednak ciężko jakiekolwiek zaobserwować, bo ludzie skutecznie je odstraszają.

Nie ma wątpliwości, że Plitwickie Jeziora są spektakularne, jednak zwiedzanie jest po prostu nieco nieprzyjemne. Z pewnością każdy powinien raz w życiu zobaczyć to piękne miejsce, jednak nam ten jeden raz na jakiś czas wystarczy. Jeżeli następnym razem znowu zdecydujemy się na wycieczkę z pewnością tym razem wybierzemy zimowe miesiące. Podobno park jest równie niesamowity, a zimowa aura tylko dodaje mu uroku.

Zachęcamy do oglądania zdjęć!
Jeżeli mimo wszystko nie zniechęciliście się do podróży do Jeziora Plitwickie, Chorwacja możecie lepiej się przygotować z poradami.
Lajkujcie, komentujcie, udostępniajcie!

Julia Hipp i Marcin Zięba

Źródła:
https://www.podrozepoeuropie.pl/jeziora-plitwickie-przewodnik/
https://mototrasa.pl/jeziora-plitwickie-jaka-wybrac-trase-jak-zwiedzac/
https://crolove.pl/jeziora-plitwickie-piekno-chorwackiej-przyrody/

Slavonski klimat – część 2 – Cienie przeszłościW tym tygodniu wracamy jeszcze raz do naszej Slavońskiej podróży. Tym raz...
10/09/2020

Slavonski klimat – część 2 – Cienie przeszłości

W tym tygodniu wracamy jeszcze raz do naszej Slavońskiej podróży. Tym razem jednak chcielibyśmy skupić się bardziej na tle historycznym Slavonii.

Musimy przyznać, że przed przyjazdem do Chorwacji nie wiedzieliśmy zbyt dużo o wojnie, która miała tu miejsce. Dopiero po wizycie właśnie w tym regionie zaczęło to wszystko do nas docierać i otwierać nam oczy na skalę tragedii jaka się tutaj rozegrała

O co właściwie chodzi z tą wojną?

Po zakończeniu II wojny światowej Chorwacja wraz z pięcioma innymi państwami tworzyła Jugosławię, którą rządził żelazną ręką - Josip Tito. Brak wspólnych korzeni historycznych, różnice religijne i gospodarcze skutkowały coraz częstszymi protestami społecznymi. W latach 60’ i 70’ coraz bardziej oczywiste stawało się, że połączenie tych państw jest po prostu nienaturalne. Prawdziwy rozpad jednak rozpoczął się dopiero po śmierci Tito w 1980 roku. Kryzys się pogłębiał, a chęć wolności w Chorwatach rosła. 25 czerwca 1991 r. Chorwacja ogłosiła niepodległość, co nie zyskało aprobaty wśród serbskiej mniejszości w państwie. Rozpoczęły się walki zbrojne, szczególnie w Slavonii, Zagrzebiu i okolicach Dubrownika. W 1992r. atak Serbów został praktycznie odparty. Jednak wtedy też Chorwacja postanowiła pójść za ciosem. W 1995r. chorwacka armia odbiła ziemie zachodniej Slavonii. Zginęło wówczas około 200 Serbów. Doprowadziło to do zbombardowania Zagrzebia w akcie zemsty. Cała Slavonia została przyłączona do Chorwacji, a serbska ludność cywilna uciekła do Bośni, W 1995r. odbito również Park Narodowy Jezior Plitwickich. W trakcie tych akcji z obu stron dopuszczono się wielu okrutnych zbrodni, w tym gwałtów, grabieży, mordów, palenia wiosek i przesiedleń. Dopiero listopadzie 1995 roku zakończono wojnę i podpisano traktat pokojowy.

Co widzieliśmy?

Podczas krótkiej podróży wybraliśmy, więc dwa miejsca, które wyjątkowo zwróciły nasza uwagę i uważamy, że warto o nich wspomnieć:

Lipik (Državna Ergela Lipik) – został już wspomniany w kontekście słynnych lipicańskich koni. Zwiedzając stara stadninę można natknąć się na wiele starych i zniszczonych budynków. Tutaj na początku Wojny Jugosłowiańskiej nastąpił atak ze strony Serbów. Stadnina została zbombardowana w skutek czego zginęło 20 koni, a wiele zostało rannych. Większość ze znajdujących się tam koni została jednak Chorwatom skradziona, natomiast potomków tej linii Serbowie starają się im odsprzedać po dziś dzień.

Osijek – stolica Slavonii – Miasto stwarza przykre wrażenie miasta zapomnianego i opuszczonego, a widok turysty wzbudza lekkie zdziwienie wśród mieszkańców. W trakcie wojny z Serbią miasto było przez cały rok pod ostrzałem i choć nigdy nie zostało zajęte do dziś widać jak bardzo ucierpiało. Byliśmy w dużym szoku widząc kamienice ze śladami po kulach okrutnie przypominających o trudnej przeszłości. Mieliśmy wrażenie, że czas się tutaj po prostu zatrzymał. Względnie nowe osiedla przeplatają się ze zniszczonymi przez lata wojny kamienicami. Niestety obecnie mało osób decyduje się na mieszkanie tutaj z powodu braku perspektyw. Młodzi ludzie w poszukiwaniu pracy uciekają stąd do Zagrzebia. Natomiast starszych ludzi, którzy od zawsze mieszkają w tych samych domach nie stać na remontowanie zdewastowanych budynków.

Vukovar (Visit Vukovar) - warto wspomnieć o jednym miejscu, do którego z powodu braku czasu nie zdołaliśmy pojechać. Miała tu miejsce masakra w szpitalu, jedna z najokrutniejszych zbrodni w trakcie wojny. Armia jugosłowiańska wystrzelała wszystkich ciężko rannych pacjentów szpitala. 255 rannych i służbę szpitalną nieserbskiego pochodzenia wywieziono za miasto, a tam torturowano ich, aby ostatecznie zamordować.

Dzisiaj można zauważyć, że Chorwaci próbują z całych sił zapomnieć o tych wydarzeniach i niechętnie wracają do tych wspomnień.

Znaliście historię wojny w Chorwacji? Mieliście okazję zwiedzić któreś z tych miejsc? Zachęcam do dzielenia się opiniami w komentarzach. A za tydzień wracamy do was z nowymi miejscami. Do zobaczenia!

Julia Hipp i Marcin Zięba

Źródła:
https://www.kierunekchorwacja.pl/wspolczesna-historia-chorwacji
http://www.croatianhistory.net/etf/lipizz.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Vukovar
http://www.unic.un.org.pl/jugoslawia/index.php?id=rozpad_jugoslawii
„Chorwacja. W kraju lawendy i wina.” – Zuzanna Brusić, Salomea Pamuła

Slavonski klimat – cześć 1 – przyrodaW ubiegły weekend po raz kolejny wybraliśmy sie odkrywać dalsze części słonecznej C...
03/09/2020

Slavonski klimat – cześć 1 – przyroda

W ubiegły weekend po raz kolejny wybraliśmy sie odkrywać dalsze części słonecznej Chorwacji. Tym razem wybraliśmy sie jednak na przekór wszelkim turystycznym szlakom, bo nie na wybrzeże, a na wschodnia część państwa, czyli Slavonie. Pomimo prognoz sugerujacych masakryczne upały nie poddaliśmy się będac ciekawi jak wyglada ta mniej znana część Chorwackich bałkanów.

Oczywiście jak zawsze nie wszystko poszło zgodnie z planem. Znajoma Chorwatka zasugerowała nam “offroad” przez wioski, aby uniknąć dość dużej (160 kun) opłaty za autostradę, a dodatkowo przez całą drogę mogliśmy się już zacząć przyglądać przyrodzie Slavonii. W teorii ten plan wydawał się genialny. Niestety nawigacja wyprowadziła nas w pole, przez co kilka razy się zgubiliśmy, a wiejskie drogi nie sprzyjały pędzeniu samochodem, bo ciągle trzeba było się ścigać z traktorami. Trasa w istocie okazała się piękna, jednak początkowo założone 4h jazdy rozciagnęło się nam o kilka godzin więcej i pod koniec byliśmy już wykończeni. Następne dwa dni oddały nam jednak małe nieprzyjemności z nawiazka.

Pierwszym punktem na trasie był Slawonski park krajobrazowy - Kopački Rit. Wstępnym planem było wpadnięcie na pół godzinki i wybranie najtańszej opcji – 10 kun za spacer po parku po specjalnie przygotowanych pomostach. Jednak okazało się, że w ten sposób do zwiedzania jest dostępna tylko niewielka część parku. Piękno natury zmotywowało nas by wydać nieco więcej - 90 kun i opłynać część parku statkiem, ponieważ bardzo ciężko było nam zaobserwować jakiekolwiek zwierzęta. Decyzyja była definitywnie trafiona, bo oprócz niezliczonej ilości ptaków udało nam się również zaobserować parę szakali złocistych odpoczywających na brzegu rzeki. Magiczne połaczenie flory i fauny naprawdę zrobiło na nas wrażenie. Park jest zamieszkiwany m.in przez 300 rzadkich gatunków ptaków z orłem bielikiem na czele oraz około 55 gatunków z ssaków. Co ciekawe aktualnie uznaje się Kopacki Rit jednym z największych obszarów bagiennych w całej Europie.

Kolejny przystanek w podróży był Lipik (Državna Ergela Lipik) i Đakovo (Državna ergela Đakovo) - miasteczka, w których mieszczą się stadniny Koni Lipicańskich. Chociaż nie da się ukryć, że to ta damska część naszego duetu wielbi zwierzaki to oboje zapałaliśmy miłościa do ich wyjatkowosci. Konie te rodza się zupełnie czarne i dopiero osiagając dorosłość w wieku 6 lat zmieniają swoją barwe na charakterystyczną siwą. Moglibyśmy godzinami patrzeć na te piękne konie pasące się na pastwiskach Ivandvoru, jednak trzeba było powoli wracać do domu.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o pięknych winnicach, z których produkowane jest znane na cały kraj białe wino. Warto wybrać się do miejscowości Kneževi Vinogradi, gdzie znajdują się wielohektarowe winnice. Ze spokojnym sumieniem możemy polecić tan nocleg Stara Baranja (Seosko domaćinstvo "Stara Baranja"). Miejsce prowadzone przez starszych państwa, gdzie za 40 kun na śniadanie można zjeść przepyszne przysmaki Slavonii, takie jak kulen czy dżemy z winogron robione przez nich samodzielnie.
To dopiero pierwsza część naszej przygody. W następnym tygodniu znów zawitamy w Slavonii z druga częścią. Tam jednak skupimy się bardziej na kwestiach historycznych zwiazanych z tym regionem.

Vidimo se!

Zachęcamy również do zaobserwowania nas :)

Autorzy: Julia Hipp i Marcin Zięba

--- ENGLISH BELOW ---Na pierwszy temat wybieram moją zeszłoroczną wyprawę na Elbrus Długo byłem namawiany i walczyłem z ...
28/05/2020

--- ENGLISH BELOW ---
Na pierwszy temat wybieram moją zeszłoroczną wyprawę na Elbrus

Długo byłem namawiany i walczyłem z sobą przed podjęciem tej decyzji. Koniec końców jednak klamka zapadła. Bilety do Mineralnych Wód kupione. Przelot przez Moskwę i szybkie zwiedzenie stolicy „Wielkiej Rosji”. Cel? Zdobycie Elbrusa - uznawanego spornie za największy szczyt geograficznej Europy. Decyzja ta tworzyła wiele znaków zapytania. Jak się zabezpieczyć, co, a przede wszystkim jak spakować Przede wszystkim jednak pojawiało się pytanie czy damy radę.

Cytując klasyk: „ było nas czterech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel ‘’. Nie było nim jednak (przynajmniej dla mnie :D ) zdobycie samego szczytu, lecz raczej sprawdzenie siebie i swojego organizmu. Przez wielu bowiem Elbrus uważany jest jako pierwsze wyzwanie w drodze do wspinaczki wysokogórskiej. Słysząc i widząc wiele sprzecznych informacji w połączeniu ze strachem bliskich stres się potęgował. Rzeczywistość jednak jak zawsze była odrobinkę inna od wyobrażeń. Przygoda, a raczej wymarsz rozpocząłem wraz z trójką przyjaciół w miejscowości Azau (2365 m)

Perspektywa celu położnego na wysokości 5642 m.n.p.m przerażała, lecz zarówno ekipa, surowy krajobraz zapierający dech w piersiach xd jak i fakt, że droga powrotna nie jest możliwa motywowały nas do działania. Nie ukrywam, że osobiście nie jestem kozakiem. Moja kondycja jest względnie dobra jednak patrząc na wyzwanie strach nieco ją zjadał, a nogi nieraz odmawiały posłuszeństwa. Mimo to tzw. teamwork piął nas cały czas do przodu. Oczywiście było wiele rzeczy, które nie poszły zgodnie z planem. Początkowe plany rozbijania namiotów skończyły się wraz z burzą i śnieżycą pierwszego dnia zmuszającą nas do spania w tzw: beczkach ( schronach przeznaczonych dla turystów). Jednak to wszystko stanowiło oczywiście pewną lekcję na przyszłość.

Niestety mi osobiście nie udało się osiągnąć szczytu. Na wysokości 5000 m pewne objawy choroby wysokościowej dawały o sobie znać, a strach i brak pewności zmotywował mnie do zejścia do schroniska (4150). Świadomość jednak tego czym jest poczucie wysokości to niepowtarzalne doświadczenie, które było dla mnie wyjątkowym uczuciem. Myślę, że to na razie tyle… 😊 Zdjęcia dopowiedzą resztę. Trzymajcie się cieplutko

=========================================================

I had been encouraged for a long time and struggled a lot before making this decision. In the end, however, I've decided. The tickets to Mineral Waters bought. A short stop in Moscow and a quick tour round the capital of "Great Russia". The main goal? To conquer Elbrus - considered in dispute as the highest geographical summit of Europe. This decision has brought many questions. How to prepare ourselves and most of all how to pack our backpacks, but first of all, the question is whether we can do it.

To quote a classical Polish song: "There were four of us, each of us had different blood, but everyone had the same purpose". However, it was not (at least for me ) the priority to reach the peak, but rather to test ourselves and our bodies. For many people Elbrus is considered to be the first challenge on their way to start high mountain climbing. My fear has been intensified by guidebooks, my parents’ anxiety and best friends according to who do not consider it the best idea. However, as always, reality was different from our expectations. The adventure, or rather the march, started with three friends in Azau (2365 m above the sea level).

The awareness of the target at 5642 m above sea level was terrifying, but my team, as well as the breathtaking landscape and the fact that the way back was impossible
motivated us all to keep going. I have to admite that I am not a tough type. My body was in a relatively good condition, but the challenge and the fear weakened me slowly down, and my legs sometimes refused to carry me. Nevertheless, the teamwork pushed us forward all the time. Of course, there were many things that didn't go according to the plan. The initial plans to put up the tents were ruined by the storm and even the snowstorm on the first day. That forced us to sleep in the so-called: barrels (shelters for tourists). However, this experience gave us a lesson for the future.

Unfortunately, I personally did not manage to reach the summit. At an altitude of 5000 m, some symptoms of mountain sickness were visible. The fear and the lack of certainty made me go back to the shelter (4150). Althought I didn't achieve the goal I did learn how special and unique is teamwork and preparing for this kind of trip. I hope that photos will show you all the beauty of this adventure. See you, guys.

Witamy na naszym fotoblogu podróżniczym. Jak sama nazwa wskazuje będziemy się tu koncentrować na elementach związanych z...
28/05/2020

Witamy na naszym fotoblogu podróżniczym. Jak sama nazwa wskazuje będziemy się tu koncentrować na elementach związanych z fotografią. Postaramy się dotrzeć w miejsca mniej znane, ale też sprawdzimy czemu te najbardziej turystyczne są tak popularne. Zapraszamy do oglądania, lajkowania, komentowania, udostępniania i wszystkich innych cudów, na które pozwala Facebook 🥰

Julia i Marcin

Address

Split

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Obiektyw_ny posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Business

Send a message to Obiektyw_ny:

Share

Category