K.Głogowski

K.Głogowski Kontaktinformasjon, kart og veibeskrivelse, kontaktskjema, åpningstider, tjenester, stjerner, bilder, videoer og kunngjøringer fra K.Głogowski, Fotograf, Nyksund.

Tymczasem z Głogowa ;)
08/11/2018

Tymczasem z Głogowa ;)

Czasami dobrze jest po prostu wyjść z domu, porozmawiać, iść na spacer.
18/07/2018

Czasami dobrze jest po prostu wyjść z domu, porozmawiać, iść na spacer.

https://www.youtube.com/watch?v=50dJtFD7H0I&feature=youtu.beTakie tam z nudów, testowe ujęcia, zabawa z montażem o 6:00 ...
17/07/2018

https://www.youtube.com/watch?v=50dJtFD7H0I&feature=youtu.be

Takie tam z nudów, testowe ujęcia, zabawa z montażem o 6:00 rano :)

Testowe ujęcia, montaż oraz zabawa z edycją kolorów. Film z Nyksund na północy Norwegii / Test video, test editing, playing with color grading. Movie from Ny...

Zarządzam półtora miesiąca bez alkoholu, papierosów i 3 treningi tygodniowo. Przede mną ostatnia prosta, szkoda zmarnowa...
17/07/2018

Zarządzam półtora miesiąca bez alkoholu, papierosów i 3 treningi tygodniowo. Przede mną ostatnia prosta, szkoda zmarnować 3 miesiące przygotowań i treningów.

ps. Poczotówka z wakacji.

Nie wiem czy wiecie, ale 9 września biorę udział we Wrocławskim biegu PKO, jest to maraton na dystansie 42,5km. Dlaczego...
13/07/2018

Nie wiem czy wiecie, ale 9 września biorę udział we Wrocławskim biegu PKO, jest to maraton na dystansie 42,5km. Dlaczego ? W sumie kogo to obchodzi. Dobranoc.

Nie no żartowałem, opowiem Wam.

Kiedy wyprowadzałem się do Wrocławia miałem jakieś około 21 lat. Wiecie to był taki czas, w którym czułem się jak większość młodych, gniewnych, niecierpliwych i pełnych ambicji młodych ludzi. Jeszcze z młodocianym zarostem, mlekiem pod nosem miałem odpowiedź na każde pytanie, zabierałem głos w każdym możliwym temacie jaki pojawiał się na forum, a w szczególności po kilku głębszych. W wieku 21 lat wydawało mi się, że wszystko wiem najlepiej, nie uznawałem jakichkolwiek autorytetów, każda starsza ode mnie osoba nie miała dla mnie znaczenia, nie miała żadnej wartości i wiedzy, bo przecież wszystko jest w komputrze, wujek google odpowie na każde pytanie(no jak to Mamo, Tato nie wiecie tego ?). Większość swoich młodych lat spędziłem przy komputerze. Lepszy dla mnie był świat wirtualny, gry komputerowe w szczególności.

Z wielkimi marzeniami o sukcesie(po przeczytaniu kilku książek coachingowych), zbudowaną w głowie wizją na całe życie i na pompowaną pewnością Siebie wyruszałem w świat. Na początku wydawało mi się, że mam wielkie szęście, bo znalazłem pracę w banku gdzie przy 100 godzinach w miesiącu zarabiałem 2500zł, a przede mną rodziła się wielka kariera sprzedawcy i bankowca, miałem wtedy piękną dziewczynę, mieszkanie w centrum miasta, najlepsze ciuchy, perfumy, dość spore oszczędności, w skrócie mogłem wszystko. Pamiętam jak w rozmowie z Mamą przez telefon mówiłem jej jak sobie wszystko zaplanowałem i ile to nie będę zarabiać.

Jak to w życiu różnie bywa z każdym kolejnym dniem, tygodniem i miesiącem wszystko się pieprzyło. Po mimo dobrych umiejętności sprzedażowych praca bankowca i wizja pracy w banku nie sprawiała mi przyjemności. Im dłużej pracowałem w sprzedażym tym miałem mniejszy szacunek do samego siebie, nie widziałem niczego wartościowego w swojej pracy. Z dziewczyną też mi nie szło, przyjaźnie, za które dałbym Sobie uciąć dłoń rozleciały się, a ja z każdym kolejnym dniem czułem się OSZUKANY.

(Zastanawiasz się po cholerę się tak u zewnętrzniam ? W sumie to nie wiem, ja też się zastanawiam, ale jakoś tak ze mnie same wychodzą te słowa. Swoją drogą, siedzę pół nagi w ręczniku po gąrcej kąpieli).

Wracając do tematu młodocianego młodego wilka. Nie pamiętam ile wtedy miałem dokładnie lat, jaka była pora roku czy jakie miałem majtki na sobie, ale pamiętam, że nastąpił wtedy punkt zwrotny w moim życiu. Mój stary świat runął i pierwszy raz dostrzegłem samego Siebie. Siebie zepsutego, narcystycznego, z przerośniętymi ambicajmi, nie dbającego o żadne relacje, z wyobrażeniami na temat świata, ze stuczną pewnością siebie etc. Moje życie zaczęło z każdym dniem przypominać jeszcze większe piękło. Każdego dnia poznawałem siebie jeszcze bardziej, zjadałem z każdym dniem kawałek po kawałku na pozór wyglądający pysznie tort, który w środku był zepsuty.

Zacząłem nad Sobą pracować, szukać możliwości rozwoju. Czytałem jak nigdy wcześniej książkę za książką, oglądałem róznego rodzaju filmy o kulturze wschodu, poznałem czym jest medytacja i maindfulnes. Każde możliwe pieniądze przeznaczałem na warsztaty i szkolenia, zamiast chodzić na imprezy i się upijać, albo palić zioło jak wcześniej, wolałem kupić sobię jakąś książkę, albo pojechać w góry na jakiegoś tripa. Pamiętam, że właśnie w tamtym okresie jeszcze we Wrocławiu mój serdeczny kolega(którego poznałem w pracy w call center, z którego swoją drogą wywalili mnie po 2 tygodniach)zabrał mnie w góry(był to mój pierwszy wypad). Na tym wyjeździe zakochałem się w podróżach. Po raz pierwszy doświadczyłem chodzenia po szlakach, rozmowach z nieznajomymi ludzmi, po czułem klimat jaki panuje podczas wyjazdu czy jak smakuje żurek w schronisku. Od tamtego momentu kiedy tylko nadażyła się okazja razem z przyjaciółmi wyjeżdżaliśmy gdzieś poza miasto. Każdy kolejny wyjazd był dla mnie stresujący, za każym razem jakoś się stresowałem czy bałem, że kogoś nie znam, że będziemy spać na dziko, że lecimy do kraju gdzie będziemy stopować i spać pod namiotem. Mimo to prawie każdy kolejny wolny czas przeznaczałem na tripowanie.

(tak sobie myślę co to ma wspólnego z moim maratonem, w sumie to nie wiem, ale nadal siedzę pół nagi w ręczniku. No dobra zaraz powiąże tematy, cierpliwości).

Po tym całym zwrocie akcji w moim życiu okazało się, że ja nic nie wiem o sobie, nie wiem co lubię robić czy jaką pracę chciałbym wykonywać. Zacząłem poszukiwać odpowiedzi na pytanie 'co chcę w życiu robić'. Stało się to moją obsesją, marzeniem. Niestety pomimo ciągłego nie ustannego myślenia, czytania książek, próbowania nowych rzeczy nadal nie znalazłem odpowiedzi. Ale tak naprawdę to tu właśnie zaczyna się moja podróż i to co mnie najlepszego w życiu spotkało. Pewna osoba, którą spotkałem na swojej dordzę poradziła mi 'Karol, jak nie wiesz co robić w życiu to może zacznij podróżować'. Rada wydaje się dość banalna, przereklamowana, taka w modzie, ale po mimo mojego początkowego sceptyzmu i strachu stwierdziłem, że skoro i tak nie wiem co robić to może warto spróbować. Zrezygnowałem z pracy, wypowiedziałem umowę na mieszkanię, skończyłem studia(no jeszcze tylko obrona) i wyjechałem.

(gdzie ten maraton)

Minął już rok, a przez ten czas skoczyłem na spadochronie, podróżowałem 3 miesiące na stopa samodzielnie po bałkanach, poleciałem samotnie na Islandię gdzie nie miałem żadnych znajomych, rodziny, a po tygodniu mieszkania w namiocie znalazłem pracę i mieszkanie gdzie swoją drogą spędziłem 9 miesięcy. Tymczasem siedzę pół nagi w ręczniku, głodny, w swoim pokoju w północno zachodniej części Norwegii gdzie również przyjechałem w ciemno. Tak sobię siedzę, rozkminiam, myślę i nie wiem no. Nie wiem po co się poraz kolejny uzewnętrzniam, ale wracając do tematu maratonu, o którym w sumie miałem tylko napisać to podczas mieszkania na Islandii uświadomiłem sobie, że czas skończyć z myśleniem co chcę robić w życiu, że czas przestać szukać, a po prostu zacząć działać, robić, próbować, popełniać błędy, uzewnętrzniać się w internecie jeśli najdzie mnie na to ochota no i cieszyć się z tego co jest, z tego co już mam, bo dużo mam i fajnie jest(nie mam na myśli tutaj pieniędzy). Naszła mnie również w związku z tym refleksja, że jeśli chcę robić, działać to przede wszystkim muszę skończyć z lenistwem, marnowaniem czasu i swoim brakiem produktywności. Oglądając relację z maratonu mojego ulubionego youtubera Krzystofa Gonciarza podjąłem decyzję, że wystartuję i przebiegnę maraton, że zrobię coś pierwszy raz w swoim życiu od początku do końca. I tak mi minęły ostatnie 2 miesiące na przygotowaniach, na treningu, na bieganiu. Czy stałem się bardziej produktywny, czy mam więcej energii i czy jestem mniej leniwy ? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, różnie to bywa. Czasami mam okres, że każdego dnia jestem produktywny, a czasami mimo treningów ciągle spię i nie mam energii. Kończąc Kochani to polecam każdemu zrobić sobie coś ponad swoją codzienną rutynę, obowiązki, monotonnię. Może jakieś nowe hobby, zbierania znaczków, sklejanie samolotów, szycie na drutach.

PS. Już wiem dlaczego tak się rozpisałem. To z radości, bo dzisiaj udało mi się po raz pierwszy w życiu przebiec 30 kilometrów :)

https://www.youtube.com/watch?v=KMuFdF3-zlYOk. Kochani zapraszam do oglądania nowego materiału. Dajcie znać Proszę czy w...
02/07/2018

https://www.youtube.com/watch?v=KMuFdF3-zlY

Ok. Kochani zapraszam do oglądania nowego materiału. Dajcie znać Proszę czy wam się podobało czy nie. Jeśli wam się coś nie podobało dajcie znać Proszę co. Jestem otwarty na konstruktywną krytykę ;)

p.s okażcie mi swoją miłość :D

We vlogu numer 4 opowiadam i przedstawiam życie w Nyksund, małej rybacko turystycznej wiosce położonej na północy Norwegii. Jeśli lubisz zdjęcia to zapraszam...

Po niespełna 2 tygodniach w Norwegii udało mi się znaleźć pracę i miejsce do życia w małej rybacko turystcznej wsi Nyksu...
23/06/2018

Po niespełna 2 tygodniach w Norwegii udało mi się znaleźć pracę i miejsce do życia w małej rybacko turystcznej wsi Nyksund na północy Norwegii. Przez kolejnych kilka miesięcy będę tutaj kelnerem w bardzo szanującej się i lubianej restauracji gdzie będę mieć możliwość uczenia się nowego języka, lokalnych zwyczajów, podejścia do życia i związków, spędzania wolnego czasu czy prowadzenia biznesu przez Norwegów(w sumie to właścicielem jest małżeństwo z Niemiec, którzy mieszkają tutaj od 18 lat). Ja tymczasem was Pozdrawiam, a wy bądźcie czujni, bo stąd będę uczyć się nagrywać vlogi i tworzyć różnego rodzaju treści do interentu przez kilka kolejnych miesięcy(chyba, że umrę czy coś xD).

P.S Dwa tygodnie bez pracy w Norwegii jest jak chodzenie w zimę w sandałach bez skarpetek, albo jazda 200 km/h bez zapiętych pasów, seks bez gumki na imprezie, czy wypłynięcie w morze z przedziurawioną łodzią. Pieniądze wręcz znikają z portfela. W 2 tygodnie rozeszły się 2 tysiące złotych wydając pieniądze głównie na transport, tanie spanie, jedzenie ze sklepów spożywczych i oczywiście niezbędną do życia kawę.

Fot. Nyksund / Norwegia
22/06/2018

Fot. Nyksund / Norwegia

Po kilku problemach i komplikacjach dotarłem na Lofoty gdzie planowałem przyjechać. Po nieudanym łapaniu stopa przez oko...
18/06/2018

Po kilku problemach i komplikacjach dotarłem na Lofoty gdzie planowałem przyjechać. Po nieudanym łapaniu stopa przez około 8 godzin i spaniu na stacji udało mi się złapać Blablacara spod Oslo do Trondheim pokonując 700km jadąc starym, ale pociesznym ogórkiem 70km/h. Z Trondhaim złapałem pociąg do Bodo skąd przedostałem się bezpośrednio promem do mojego miesca docelowego czyli na Lofoty. Niestety moje problemy z transportem i spaniem nie skończyły się, bo nic tutaj nie miałem ogarniętego. Po prostu przyjechałem w ciemno z myślą w głowie, że gdzie mi się spodoba tam zostanę i znajdę sobie jakieś zajęcie. Jak na złość Lofoty chyba chciały mnie przetestować, bo przez pierwsze dwa dni był sztorm. Wszystkie promy zostały odwołane, mnóstwo podróżujących karawanami, na motorach czy rowerami, albo jak ja z plecakiem musieli jakoś przetrwać na wyspie. Tymczasem ja bez żadnego planu zacząłem podróż od pierwszego miejsca, małej rybacko-turystycznej wioski ''A'' z myślą w głowie, że jak złapie stopa to chociaż będzie przyjemniej siedząc w aucie. I tak właśnie było, ku mojemu zaskoczeniu stopowanie na Lofotach jest bardzo łatwe, dużo tutaj podróżników z całego świata, a i sami Norwegowie są tutaj jakoś bardziej otwarci niż Ci z południa. Po kilku podwózkach dotarłem do pierwszego z dwóch większych miast, do Leknes, które totalnie mi się nie spodobało, ale że było już późno spędziłem tutaj noc. Noc, którą zapamiętam na długo, bo musiałem spać pod namiotem podczas sztormu, pierwszy raz w życiu i mam nadzieje, że ostatni(chociaż znając moje podejście jeszcze nie raz zdarzy mi się podobna, albo gorsza sytuacja). Spędziłem w namocie 14 godzin czekając na lepszą pogodę i budząc się co 15 minut ze strachu, że zaraz porwie mi namiot. Następnego dnia pogoda nadal była nieciekawa, ale po 2 stopach udało mi się dotrzec do największego miasta na Lofotach gdzie odrazu poczułem, że chce tutaj zostać. Pierwsze co zrobiłem już tradycyjnie, poszedłem na kawę żeby dobrze przywitać się z nowym miejscem po czym sprawdziłem sobie możliwe miejsce na nocleg. Okazało się, że na północ od centrum, 30 minut na piechotę działa centrum kempingowe, na którym mogę rozbić namiot za 68zł za noc wliczając w to internet, dostęp do kuchni i łazienki. Stwierdziłem, że jest to dość dobra opcja biorąc pod uwagę fakt łazienki. Kiedy dotarłem na miejsce odrazu wiedziałem, że chce tutaj zostać. Miejsce jest niesamowite. Dookoła mnie są góry, mnóstwo zieleni, drzew, las w pobliżu, dość spore jezioro, z dala od miasta. Mam taką nadzieję, że dogadam się z właścicielem żebym mógł zostać tutaj na cały okres mojego pobytu w Norwegii, nie oczekuję niczego więcej tutaj jest pięknie. PS. to taka krótka odpowiedź na mój pierwszy vlog, w którym coś wspominałem o zorganizowaniu się ;) Tymczasem ja poluję żeby znaleźć jakieś zajęcie dla siebie tutaj, a na dniach pojawi się 3 vlog z całej trasy. Pozdrawiam was, cześć !

Adresse

Nyksund
8430 MYRE

Nettsted

Varslinger

Vær den første som vet og la oss sende deg en e-post når K.Głogowski legger inn nyheter og kampanjer. Din e-postadresse vil ikke bli brukt til noe annet formål, og du kan når som helst melde deg av.

Kontakt Bedriften

Send en melding til K.Głogowski:

Del

Type