04/09/2026
Fotografia może być prawdziwa, nawet jeśli nie jest odwzorowaniem rzeczywistości.
To zdanie może wydawać się sprzeczne. Przecież fotografia ma szczególny związek z tym, co rzeczywiście istniało przed obiektywem. A jednak fotografia od początku jest osobliwym rodzajem kłamstwa.
Niekoniecznie dlatego, że fotograf manipuluje obrazem, a dlatego, że każda fotografia COŚ wybiera, a przez to pomija COŚ innego.
Nie pokazuje świata takim, jaki jest, lecz takim, jaki został uchwycony w danym wycinku przestrzeni i czasu.
Na tym zdjęciu nic nie miało być dokumentem. Pociąg nie opowiada tu o swoim rozkładzie jazdy, walizka nie jest dowodem podróży, a dym nie ma obowiązku zachowywać fizyki realnego dymu.
To wszystko, to elementy, z których można zbudować miejsce, którego nigdy nie było... a mimo to rozpoznać w nim coś znajomego.
Właśnie to jest dla mnie najciekawsza część fotografii. Bo czy obraz musi być dosłownie zgodny z rzeczywistością, żeby był prawdziwym?
Czy wspomnienie jest mniej prawdziwe dlatego, że pamięć zmienia kolory, skraca dystans, usuwa niewygodne szczegóły i dopowiada te, których nigdy nie było?
Czy sen jest kłamstwem tylko dlatego, że nigdy się nie wydarzył?
Nie każda fotografia musi nam oznajmiać: "tak wygląda świat". Zamiast tego może mówić: „tak go poczułam”, „tak go zapamiętałam”, „tak CHCIAŁAM go zobaczyć”.
Dlatego uważam, że obróbka nie zawsze jest próbą oszukania odbiorcy. Czasem jest po prostu dalszym ciągiem patrzenia. Granica między fotografią a kreacją nie przebiega dla mnie między przed i po obróbce.
Przebiega między dokumentem a opowieścią.
Jedno i drugie może być wartościowe.
Jedno i drugie może być piękne.
Ale nie musi mówić prawdy w ten sam sposób.
Więc… czy to zdjęcie kłamie?
Być może 😉
Ale jeśli to „kłamstwo” pozwala Ci na chwilę uwierzyć w świat, którego nie było - i poczuć coś, co jednak JEST prawdziwe - to może właśnie na tym polega jedna z najciekawszych właściwości sztuki?