08/04/2026
Szlak Wokół Tatr — 270 kilometrów na rowerze 🚴♂️
Kiedyś myślałem, że pięknie byłoby odnaleźć się w górskiej scenerii z rowerem — na podjazdach, zjazdach, w lesie, na asfalcie, w błocie, na szczytach i w dolinach…Chyba tylko w tych wyobrażeniach zabrakło śniegu.
Teraz już wiem.
Jesteśmy świeżo po przepięknej trasie, przejechanej razem z czwórką świetnych ludzi, którzy — tak jak ja — po potwierdzeniu wyjazdu nie do końca wiedzieli, z czym przyjdzie nam się zmierzyć.
Można by rozpisać to na dni, godziny, etapy łatwe i trudne…
Było słońce. Był śnieg. Był deszcz.Było błoto i piękne asfaltowe ścieżki.Były rzeki, Tatry i Pieniny.
Było dużo uśmiechu, rozmów i ciszy.Był też pot i chwile zwątpienia. Wykańczające podjazdy i zjazdy, podczas których można było pogubić zęby.
Jedzenie na łące, noclegi w klimatycznych miejscówkach, słowackie wino i wolność… dużo wolności. Telefony używane tylko po to, żeby poprowadziły nas do kolejnego miejsca.
Trasa z Nowego Targu do Liptovskiego Mikuláša — a właściwie do Liptovskiego Trnovca, bo zastała nas noc.
Najpierw śnieg po łydki i prowadzenie rowerów. Później piękna asfaltowa ścieżka, która dała nadzieję… tylko po to, żeby zaraz wrzucić nas w gliniasty las o nachyleniu 12%.
2 kilometry w 2 godziny. Pchanie rowerów i ciche rzucanie mięsem pod nosem.
Wiele w życiu przejechałem, ale to, co spotkało nas tam, przerosło wszystkich.
Późnym wieczorem dojechaliśmy do hostelu. Dwie duże lampki słowackiego wina i odpłynęliśmy — myślami już przy kolejnym dniu.
Ale ten dzień miał jeden ogromny plus — zespolił naszą grupę. Skoro przetrwaliśmy coś takiego, mogliśmy przetrwać wszystko.
Z samego rana pobudka i cel: Poprad — miasteczko położone na 672 m n.p.m., z przepiękną panoramą na Wysokie Tatry.
Stop-klatki wracają — a w nich wszystko: łąki, rzeki, doliny, iglaste lasy, cisza i my pędzący przed siebie.
Po kilku godzinach łańcuch Agi postanowił się poddać. 1,5 godziny walki, ale daliśmy radę.
Na szczęście w sakwach mieliśmy wszystko — i do naprawy, i do jedzenia. Zrobiliśmy zapasy, bo sklepy miały być zamknięte przez dwa dni.
Dzień był długi, ale nie odda tego nic, jak dobrze nam tam było.
Wieczorem dojechaliśmy do Popradu i zameldowaliśmy się w kolejnym miejscu.
Kolejny dzień — jeszcze wcześniejsza pobudka, szybkie śniadanie i w drogę.
Zmiana planów: kierunek Niedzica-Zamek i końcówka przez Velo Dunajec.
Misja na dziś: wciągnąć rowery na 980 m n.p.m.
Łatwo nie było. Słońce i 8 km podjazdu zrobiły swoje — momentami trzeba było prowadzić rowery.
Pot, pot i jeszcze raz pot.
Ale byliśmy już po pierwszym dniu. Wiedzieliśmy, że damy radę — razem.
Na górze nagroda: widok i zjazd 50–60 km/h. Wiatr we włosach i czysta wolność.
Wtedy dotarło do mnie najmocniej — chciałem to zrobić. Ale bez nich mogłoby się nie udać.
Piwo na Słowacji, powrót do Polski, szybkie zdjęcia przy tamie i zamku — i lecimy dalej.
Zostało już tylko 35 kilometrów.
Ostatni dzień… miał być łatwy.
„Tylko” 35 kilometrów.
Ale przyszedł wiatr prosto w twarz i awaria koła. Velo Dunajec jest piękny — ale tym razem bardziej walczyliśmy, niż podziwialiśmy.
I w końcu… dojechaliśmy.
Razem.
Dzięki Wam: Agi, Aro, Darek i Ula ❤️ Bez Was to nie byłoby to samo. Ten szlak nie byłby taki sam.
Dziękuję za obecność, za siłę, za wspólne chwile. Za rozmowy, wino i czas — którego mamy coraz mniej.
LoveForLife ✌️