22/05/2023
Kochani moi Fotoentuzjaści i Entuzjaści ogółem :-) Generalnie mój sprzęt od jakiegoś czasu wisi na kołku, ale jak to określił mój serdeczny Kolega Patryk, prywatnie druga połowa Gabriela Tobolska Fotografia "sprzęt mam niezły" więc szkoda żeby się kurzył! Odgrzebałem z okazji 5 rocznicy mojej pierwszej wizyty w Warsztaty Fotografii Artystycznej: Wiele dróg - Jedna pasja post, który jak się okazało miał niesamowitą moc sprawczą i podobnież jak kiedyś serial "Niewolnica Izaura" z dużym powodzeniem wyciskał łzy już nie li tylko z ócz dziewcząt, ale i co bardziej wrażliwych na dole chłopców - wrażliwych jak Maria Konopnicka na dole... na LUDZKĄ DOLE!☝️☝️😇 Piąta rocznica wg nomenklatury jest DREWNIANA i nie wypada nie wspomnieć o Damian Drewniak Fotografia zatem z tego miejsca serdecznie pozdrawiam i zapraszam do współświętowania! Nie byłoby mnie na warsztatach gdyby nie obliczona na inwestycję długoterminową wizyta na Warsztatach Ślubnych których kolejna edycja niebawem: https://warsztatywzlodziejewie.pl/produkt/warsztaty-fotografii-slubnej/
a kto chętny do sprawdzenia jak wielce nadgryzł mnie ząb czasu, od razu uprzedzę, że - Marcelina Oczkowska jest zjawiskowo piękna i kwitnąca jak onegdaj, ale niedowiarków również motywuję do wizji lokalnej :-P podczas najbliższego weekendu, gdzie o ile uporam się z trądzikiem młodzieńczym będę jako "EXTRA" bonus dla mniej obrzydliwych do spotkania i wspólnego czerpania ze źródła nieskończonej wiedzy Hanna Derecka Fotografia https://warsztatywzlodziejewie.pl/produkt/weekendy-z-mistrzami-portret-studyjny-z-hanna-derecka-malowanie-swiatlem-extra-meski-portret/
Odpalajta wrotki, ładujcie akumulatory sprzętowe, własne naładujecie na miejscu! AHOJ PRZYGODO! Kolejny ODLAZD czeka na Państwa/o!
To było moje trzecie - słownie - 3 podejście do tematu warsztatów. Kiedy spytają mnie.. Czemu tak? Bo... nie chcę zadeptać swojej ścieżki śladami innych, stygmatyzować cudzym stylem, małpować, naśladować, mechanicznie odtwarzać kadrów i postprodukcji. Przy trzeciej próbie miałem pewność - nie iluzję - tylko zbudowane na mocnym fundamencie przekonanie, że jestem średnio wypalonym, glinianym garnuszkiem, któremu nie zaszkodzi zasmakować żaru innego pieca...
W dniu wyjazdu z Kłodzka, chciałem być o trzy dni starszy i mieć wszystko za sobą... Niemoc, niewiara i powątpiewania.. Po co to? Na co to? A komu to potrzebne? To samo uczucie miałem, kiedy Rodzice upychali mnie do autobusu wiozącego na kolonię zakładową dzieci pracowników... Paradoksalnie pierwszy raz jadąc, miałem 7 lat, a lokalizacja turnusu to Nakło nad Notecią... Mama powiedziała, że będę daleko, ale księżyc będzie nam świecił ten sam... Co wieczór wychodziłem, przed ośrodek, patrząc w niebo i wiedziałem, że gdzieś tam daleko, w tej samej chwili oboje patrzymy na Lunę... jesteśmy razem, a nasze spojrzenia spotykają się w kosmicznej przestrzeni... Co rano dostawałem LIST!! Nie SMS... Pachnący papier, odręczne pismo, ładny znaczek, koperta... pełen ANALOG...!
Kiedy byłem na miejscu czułem się jak kolonista - znowu trzeba wstawać, jeść, spać na sygnał. Zaliczać punkty programowe wycieczki, kupować pamiątki, zbierać doświadczenia... Kiedy odpoczywać, skoro przede mną kolejne zadanie? Na wstępie grupa OBCYCH - pierwsze spojrzenie, przywitanie... Lipa... :/ Potem zjawia się autochton - Gospodyni, czy może Czarodziejka? Czuję ciepło, jak z kaflowego pieca (inne takie - było 29C :P!) Kilka zdań, interakcja, ciekawość, zjawia się Dziecko - pierwsza wpadka - mylę imię... Jako rodzic wiem, co można wtedy poczuć, sam tego nienawidzę... Salinka nie Celina, Zdzisiek itd. Potem wpadamy w wir zajęć - i tutaj jest konkret, strzał, błysk, grom z jasnego nieba! Łagodnie wyglądający "guwerner" Karol Kalinowski kolejno wrzuca nas do magla...!
Pstryk... Mija trzecia doba - słownie 3... Koniec zajęć. Znamy się, polubiliśmy się, jeszcze na siebie patrzymy, na miejsce, na ludzi którzy jeszcze są, a już za nimi tęsknimy.... I nie tylko za ludźmi, ale i za aurą, miejscem, ciepłem, bliskością i zaopiekowaniem..
Wywlekam sakwojaż, pakuję juki swojej błękitnej strzały... Znowu refleksja... Wracając z kolonii robiłem obchód po miejscach, które wydawały mi się obce.. Przeszedłem przez ogród, wszedłem do pokoju, podszedłem do drzewa z pleneru i znowu ta sama myśl - koniec...dałem radę...wracam... Nie muszę patrzeć w księżyc, spojrzę Mamie w oczy! :)
Radość i zarazem automatyczna tęsknota, za miejscem i za spędzonym tam czasem, za ludźmi...
Po 4 godzinach byłem w domu, w Kłodzku. Auto odstawiłem do garażu, wyszedłem przed niego... Spojrzałem w niebo... Zerkam na księżyc... Wiem, że gdzieś tam... tym razem z góry, z pełnej perspektywy patrzy Mama... Tato... I wiem, że się cieszą że dałem radę... Choć nigdy IM tego nie powiem...
Cieszę się, że tam byłem, bo Marcelina Oczkowska i Złodziejewo jak sama nazwa wskazuje, skradły moje serce...Wracałem z uśmiechem na buzi, imaginując sobie jak pokazuję Rodzicom łupy, pamiątki, opowiadam o zielonej nocy, śmiesznych sytuacjach, ciekawych miejscach...
Wszystko to IM opowiedziałem, patrząc na księżyc... Ten sam, co kiedyś...
Dziękuję