19/05/2026
Fragmenty zeznań leśniczego Zdzisia, dotyczące rozpędzenia manifestacji ekologicznej spod nieczynnej zlewni mleka:
[...] Wtedy też rzeczony Henryk Małanka, samozwańczy guru miejscowej sekty ekologów, zaczął nawoływać do bezpośredniej konfrontacji ze służbą leśną. Widziałem, że w tłumie, w którym nie brakowało osób odurzonych dopalaczami i alkoholem, są osoby wyposażone w kosy, sierpy i siekiery. Kiedy spalono moją kukłę, a zaraz potem kukłę derektora i wiele kukieł pracowników derekcji, doszedłem do wniosku, że każda chwila zwłoki jest błędem. Nie jest prawdą jakobym mojego psa Szarika poszczuł na atakujący leśniczówkę tłum. To tłum pierwszy rzucił kamieniem w to nieszczęsne zwierzę, które w panice, nie wiedząc co robi, wyrwało kocioł centralnego ogrzewania do którego był przykuty łańcuchem, przedarł się przez płot i przystąpił do działań, które niesłusznie Małanka określił jako "masakrę". Szarik przybiegł do domu jedynie z jedną dłonią prawą i nie ma dowodu, że to on ją wyrwał z ciała atakującego aktywisty. Zresztą gdyby ten nie rzucał kamieniami, to nic by się nie stało. Dłoń została prawdopodobnie podrzucona psu, żeby go zdyskredytować i pogrążyć. Henryk Małanka od lat dąży do pozbycia się Szarika, gdyż ten poznał się nie tylko na naturze naszego inżyniera nadzoru, ale i nieszczere motywacje aktywistów przejrzał na wylot. Szarik pragnie tylko za złe karać, jak każdy zdrowy i normalny pies. [...]