Fotolatryk

Ziemia przykleiła się do jej skóryjakby próbowała ją zatrzymać na zawsze,jakby już wiedziała,że nikt po nią nie wróci.Oc...
01/04/2026

Ziemia przykleiła się do jej skóry
jakby próbowała ją zatrzymać na zawsze,
jakby już wiedziała,
że nikt po nią nie wróci.
Oczy ma puste —
ale czasem, gdy las milknie zbyt nagle,
wydaje się, że patrzy.
Nie na ciebie.
Przez ciebie.

Ciemna woda była spokojna, ale tylko na pozór. Pod jej powierzchnią coś czekało — coś, co pamiętało więcej niż żywi i by...
05/12/2025

Ciemna woda była spokojna, ale tylko na pozór. Pod jej powierzchnią coś czekało — coś, co pamiętało więcej niż żywi i było lżejsze niż zapomnienie.
Nocą, gdy mgła spadała na ziemię jak ciężka zasłona, czaszka powoli unosiła się ku górze, jakby chciała zaczerpnąć oddechu, którego już dawno nie miała.
Nie było w tym grozy, tylko dziwne, ciche pragnienie — żeby ktoś spojrzał, rozpoznał kształt i dopowiedział resztę we własnych myślach.
Bo prawdziwy strach rodzi się nie z tego, co widać…
ale z tego, co właśnie zaczyna się wyłaniać.
Dariusz P.

06/10/2025
Fotorelacja z inscenizacji historycznej "IDZIEMY PO SWOICH”, przedstawiającą atak żołnierzy podziemia niepodległościoweg...
06/10/2025

Fotorelacja z inscenizacji historycznej "IDZIEMY PO SWOICH”, przedstawiającą atak żołnierzy podziemia niepodległościowego na posterunek Milicji Obywatelskiej. Inscenizacja historyczna odbyła się 28 lutego, przy rondzie u zbiegu ulic Jedności i Głowackiego przy dawnej siedzibie Powiatowego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Jedności 5 w Koszalinie. W rekonstrukcję zaangażowało się 30 rekonstruktorów ze Stowarzyszeń historycznych z Trzebiatowa i Koszalina. SRH Rega na bazie swojej sekcji MO wystawiła obsadę posterunku MO z 1946 roku. Członkowie naszego stowarzyszenia wcielili się w rolę więźniów.
Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Szczecinie
SRH GRYF
Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej REGA
Bałtyckie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Perun"
Projekt Koszalin
Miasto Koszalin
Civitas Christiana Koszalin
Gazeta Odkrywcza i Salon Historyczny SHE Odkrywcy

Mówili, że w starym strumieniu czas nie płynie tak samo jak wszędzie indziej. Kto odważył się zanurzyć tam zegar, ten za...
27/09/2025

Mówili, że w starym strumieniu czas nie płynie tak samo jak wszędzie indziej. Kto odważył się zanurzyć tam zegar, ten zatrzymywał godzinę własnej śmierci.
Kiedy muł zakrył tarczę, na powierzchni pojawił się kształt – twarz, jakby wyłaniająca się z dna. Nie była odbiciem, nie należała do nikogo żywego. Patrzyła spokojnie, cierpliwie, jakby wiedziała, że i tak nadejdzie chwila, gdy wskazówki staną również dla ciebie.

Fragment z notatnika znalezionego nad strumieniem pod Rokosowem.

„Miejscowi ostrzegali mnie, żebym nie schodził ku wodzie po zmroku. Mówili, że w tamtym miejscu zegary przestają chodzić, a każdy, kto spojrzy w nurt, widzi coś więcej niż własne odbicie.
Podjąłem jednak ryzyko. Zanurzyłem tarczę starego zegara w mulistej wodzie, a strumień przyjął ją chciwie, jakby czekał od dawna na ofiarę.
Po chwili powierzchnia rozjaśniła się i ujrzałem twarz – nie swoją, nie nikogo mi znanego. Była zbyt wyraźna, zbyt uważna, by mogła być złudzeniem. Wodziła wzrokiem za wskazówkami, jak strażnik czekający na chwilę, gdy dopełni się wyznaczona godzina.
Miejscowi nazywają go Strażnikiem Czasu. Mówią, że jego spojrzenie pojawia się tylko wtedy, gdy ktoś zakłóci naturalny bieg wody, gdy zatrzyma jej rytm. Wtedy czas również się zatrzymuje – dla zegara, dla strumienia, a w końcu i dla tego, kto odważył się patrzeć.
Nie wiem, o której godzinie stanie mój zegar. Ale wiem, że gdy to się stanie, twarz wynurzy się jeszcze raz. Tym razem po mnie.”

Dariusz P.

Raz — dla ciebiedwa — dla mnietrzy — to pętla zaciągniętaCztery — krokipięć — bez tchusześć — i nie ma cię już tu.      ...
24/09/2025

Raz — dla ciebie
dwa — dla mnie
trzy — to pętla zaciągnięta
Cztery — kroki
pięć — bez tchu
sześć — i nie ma cię już tu.

Cela numer trzynaście była pusta. Drzwi, zamknięte od wewnątrz, nie nosiły śladów włamania ani siły. Pacjent zniknął w n...
21/09/2025

Cela numer trzynaście była pusta. Drzwi, zamknięte od wewnątrz, nie nosiły śladów włamania ani siły. Pacjent zniknął w nocy, jakby rozpłynął się w powietrzu.
Strażnik, który rano zajrzał do środka, nie potrafił wydobyć z siebie słowa. Na ścianie, tuż nad zardzewiałym łóżkiem, widniał napis, wydrapany gołymi paznokciami. Litery były zakrwawione, ciągnęły się, aż do nagich cegieł, odsłaniając je spod obdrapanego tynku:
„Kto spróbuje zatrzymać czas, sam zostaje przez niego uwięziony.”
Na ścianie celi wisiał zegar z pękniętą szybą. Jego wskazówki nie drgały. Jedna z nich była ściągnięta sznurkiem, napiętym do granic, jakby ktoś chciał zadać mu ból i zatrzymać ostatni ruch. Zegar wskazywał godzinę 23:55.
To właśnie o tej porze, według zapisów z monitoringu, korytarze pogrążyły się w chwilowej ciemności. Kamery zarejestrowały tylko zakłócenia – migotanie obrazu, smugi przypominające rozciągnięte sylwetki. Kiedy prąd wrócił, pacjenta już nie było.
Niektórzy pracownicy mówili, że śmiał się jak Joker, tuż przed ciszą. Inni przysięgali, że w tym śmiechu było coś nieludzkiego, jakby rozlegał się z samego wnętrza zegara.
Pacjent zniknął w nocy. Dokładnie pięć minut przed północą.
Kilka dni później zaczęło się coś dziwnego. Najpierw jedna pielęgniarka, potem strażnik, a potem wszyscy — zegarki, które nosili na rękach, przestawały działać dokładnie o tej samej porze. 23:55.
Nie miało znaczenia, czy to tanie zegarki z bazaru, drogie, szwajcarskie mechanizmy czy elektroniczne smartwatche. Wszystkie zatrzymywały się jednocześnie, w całym szpitalu.
Dyrektor kazał sprawdzić instalację elektryczną, zbadano pole magnetyczne w budynku, nawet sprowadzono wojskowego inżyniera z miasta. Żaden raport nie wyjaśnił anomalii. Zegary wciąż stawały.
Pacjenci zaczęli dostrzegać w tym znak. Jeden z nich, schizofrenik zamknięty od lat, wbił sobie paznokcie w przedramię, rysując krwawą tarczę zegara, powtarzając w kółko: „Czas go połknął, a teraz pluje nami wszystkimi”.
Na oddziale pojawiło się coś jeszcze. Kiedy wybijała feralna godzina, wszystkie korytarze na krótką chwilę cichły. Kroki, szepty, nawet oddechy – wszystko milkło, jakby powietrze gęstniało. W ciszy zawsze rozlegał się ten sam dźwięk: pojedyncze, przeciągłe „tik”.
Niektórzy mówili, że to zegar w sali numer trzynaście, choć od dawna leżał tam rozbity na kawałki. Inni przysięgali, że ten „tik” to uśmiech, zamieniony w dźwięk.
Od tej pory każdy, kto spojrzał na swój zegarek o 23:55, widział nie wskazówki, lecz swoje własne odbicie w lśniącej szybie tarczy. I to odbicie zawsze się śmiało.
[Monolog pacjenta]
Nie uciekłem. Nie.
To oni uciekają. Codziennie, w każdej sekundzie. Wypuszczają czas z rąk jak wodę, która przecieka przez palce. Boją się zegara, a ja go przyjąłem.
Rozebrałem go na części. Ostatnie metalowe serce, które biło. Widziałem, jak drgało… jak trzęsący się mięsień. A potem zacisnąłem sznurek. Musiał poczuć ból. Musiał zrozumieć, że ja dyktuję tempo.
23:55. Pięć minut przed końcem. Idealny moment, żeby się zatrzymać.
Nie wiecie, co to znaczy? To nie jest godzina. To brama.
Tik… tik… ha-ha-ha… tik… tik… ha-ha-ha…
To moja kołysanka. To moje serce.
Czas nie płynie — czas wije się, krztusi, dławi się własnym śmiechem.
A ja śmieję się razem z nim. Śmiech jest ostrzem. Śmiech jest kluczem.
Pięć minut… pięć minut… pięć minut…
Powtarzam to, aż znika dzień, aż topnieje noc. Pięć minut. Tylko pięć.
Teraz mieszkam w środku tykania. Tu nie ma światła, ale wszystko jest widoczne. Tu nie ma ciszy, ale każde słowo brzmi jak krzyk. Tu, o 23:55 wszyscy jesteście moimi pacjentami.
Zatrzymałem czas, więc wy też staniecie. Wasze zegarki już wiedzą. Każdej nocy, o tej samej godzinie, one umierają. Tak samo jak ja umarłem… i narodziłem się jeszcze raz.
Tik… tik… ha-ha-ha… tik… tik… ha-ha-ha…
Nie uciekłem.
To wy jesteście zamknięci.
Dariusz P.

Pracuję tu już czterdzieści lat. Kostnica jest dla mnie drugim domem. Cisza, chłód, monotonia. Ciała przychodzą i odchod...
19/09/2025

Pracuję tu już czterdzieści lat. Kostnica jest dla mnie drugim domem. Cisza, chłód, monotonia. Ciała przychodzą i odchodzą, ja tylko pilnuję, żeby wszystko było w porządku, dokumentacja się zgadzała, a szuflady były zamknięte. Nic mnie już nie rusza.
Do dziś.
Otworzyłem worek, jak zwykle – sprawdzić dane, zanotować. I wtedy zobaczyłem go. Twarz… uśmiechnięta. Nie, nie taki grymas pośmiertny, jaki widuje się czasem. To był normalny, ludzki szyderczy uśmiech. A zaraz potem – język wystawiony, jakby robił sobie ze mnie żart.
Zamarłem. Myślałem, że mam halucynacje. Ale on otworzył oczy. Szeroko, jakby dopiero co się obudził.
– No co, kolego? – powiedział ochrypłym głosem. – Nie wyglądam źle, co?
Worek zaczął się poruszać, ciało próbowało się podnieść.
I wtedy zrozumiałem coś jeszcze gorszego: wszystkie inne worki naokoło zaczęły szurać.
Worek podnosił się coraz bardziej, a ja cofałem się pod ścianę, ręce drżały tak, że prawie upuściłem latarkę. Gość wyszedł z folii powoli, z tym samym nienaturalnym uśmiechem. Skóra na szyi była sina, na karku wisiał gruby wisielczy sznur.
– Chłopie, nie masz papierosa? – zapytał, jakbyśmy siedzieli w przerwie na kawę.
Nie odpowiedziałem. Patrzyłem, jak staje na nogi, chwiejąc się, a potem odwraca się w stronę metalowych szuflad. Jedna po drugiej zaczęły drżeć. Najpierw delikatnie, potem coraz mocniej, aż zawiasy jęknęły.
– Długo tu leżeliśmy… ciągnął, wystawiając ten przeklęty język, jakby to była zabawa. – A teraz twoja kolej, żeby się położyć.
Szuranie narastało. Czułem zimno, jakby cała sala nagle zapadła się w lód. Uchwyciłem klamkę drzwi i pociągnąłem, ale… były zamknięte.
Za plecami usłyszałem pierwsze worki rozrywające się od środka.
Worek za moimi plecami pękł z głuchym trzaskiem, jakby ktoś nożem rozciął gruby materiał. Potem kolejny. Zimne stopy zaczęły wysuwać się na posadzkę, bose i sine. Cała sala wypełniła się dźwiękiem szurania, jakby dziesiątki worków oddychały jednym rytmem.
Ten pierwszy, uśmiechnięty, odwrócił się do mnie i kiwnął głową, jakby dawał znak innym. A potem wszystkie oczy w sali otworzyły się jednocześnie. Dziesiątki mlecznych, mętnych źrenic, wlepionych prosto we mnie.
– Czterdzieści lat nas tu zamykasz, – syknął, głos miał niski, przeciągły. Czterdzieści lat zapisujesz nazwiska, jakbyśmy byli tylko numerami w kartotece.
Ciała zaczęły pełznąć w moją stronę, ślizgając się po zimnych płytkach. Uderzały pięściami, drapały paznokciami, a szelest worków zagłuszył nawet bicie mojego serca.
Ostatnie, co zobaczyłem, to dziesiątki rozdziawionych ust, wszystkie szepczące to samo słowo, raz za razem:
– Połóż się. Połóż się. Połóż się.
Nie wiem, jak to zapisać. Drzwi wciąż nie ustępują, a oni są coraz bliżej. Ich ręce są zimne, ale czuję ten dotyk, jakby mi wnikał prosto w kości. Uśmiechają się, każdy, nawet ci z urwanymi szczękami.
Pierwszy stanął nade mną, patrzył tym pustym spojrzeniem i wyszeptał:
– Teraz będziesz jednym z nas.
Upadłem na kolana. Nie mam już siły walczyć.
Czuję, jak materiał worka owija mi się wokół ramion, szyi, nóg… zaciska się, jakby sam żył. Oddycham coraz płycej.
Jeśli ktoś znajdzie te zapiski, nie otwierajcie tej sali. Zostawcie ich w spokoju.
Słyszę ich śmiech. Słyszę trzask zamykanej szuflady.
To… moja…
Epilog
Raport sporządzono trzy dni później. Sala kostnicy została odnaleziona zamknięta od wewnątrz. Drzwi wyważono.
W środku panował intensywny zapach formaliny i wilgoci. Na posadzce leżał przewrócony notes, zapisany chaotycznymi, urwanymi zdaniami. Ostatnie słowa były zamazane, jakby atrament rozpłynął się od wilgoci lub drżącej ręki.
Pracownika nie odnaleziono.
Szuflady były puste... Wszystkie.

Dariusz P.
Trup - Piotr Sklenarski

Nikt nie wiedział, kto pierwszy zobaczył go w korytarzach opuszczonego budynku. Ciemna sylwetka, bez twarzy, powoli sunę...
19/09/2025

Nikt nie wiedział, kto pierwszy zobaczył go w korytarzach opuszczonego budynku. Ciemna sylwetka, bez twarzy, powoli sunęła wśród betonowych filarów. W ręku trzymał coś, co przypominało kosę, a za sobą ciągnął worek, którego kształt zdradzał, że nie był pusty.

Kiedy się poruszał, światło w jego otoczeniu jakby gasło – jakby cień żył własnym życiem i pożerał wszystko wokół. Ci, którzy go spotkali, mówili potem, że obraz zawsze pozostawał nieostry, jakby wzrok odmawiał skupienia.

Twierdzili też, że worek czasem drgał, jakby coś w nim jeszcze próbowało się wydostać. Inni przysięgali, że słyszeli z wnętrza szept – urywany, zduszony, ale nie do końca ludzki.

Niektórzy uciekali, zanim zdołał się zbliżyć. Ci, którzy zostali, nigdy już nie wrócili. Zostawały tylko smugi na betonie i zapach wilgotnej ziemi, jak po świeżo wykopanym grobie.

Od tamtej pory budynek stoi pusty, ale nocą można usłyszeć szuranie. Jakby ktoś wciąż ciągnął worek po korytarzu.

Dariusz P.

Śmierć Paweł Chmielewski. Trup Piotr Sklenarski

Obudził się, patrząc w górę. Niebo przysłaniały drzewa, ich korony rozchodziły się jak zęby klatki. Dopiero po chwili zr...
17/09/2025

Obudził się, patrząc w górę. Niebo przysłaniały drzewa, ich korony rozchodziły się jak zęby klatki. Dopiero po chwili zrozumiał, że ktoś nad nim stoi.
Maska gazowa – zimne szkło oczu, w których nie odbijało się nic. Oddychał ciężko, a każdy wydech brzmiał jak syk maszyny. Stał wyprostowany, nieruchomy, a jednak każdy syk zdawał się coraz bliższy.
Nie odezwał się ani słowem. Po prostu patrzył. Tak długo, aż poczuł, że powietrza wokół zaczyna brakować, a las milknie.
Chciał unieść rękę, ale ciało odmówiło posłuszeństwa, jakby coś ciężkiego przygniatało go do ziemi. Wtedy zauważył – mech, na którym leżał, pulsował delikatnie, jakby oddychał wraz z nim.
Las pogrążył się w nienaturalnej ciszy. Nie było już wiatru, nie było ptaków. Był tylko ten oddech i uczucie, że powietrze gęstnieje, zamykając się w płucach jak zimna woda.
Dopiero wtedy dostrzegł to, czego wcześniej nie zauważył. Wokół, wśród mchów i liści, leżały ciała. Twarze zamarłe w grymasie, ręce zastygłe w konwulsjach, oczy martwe, wpatrzone w niebo jak w czarną studnię. Niektóre zwłoki były świeże, inne już gnijące i przeżarte przez robaki.
Serce waliło mu jak młot, a w gardle rosła panika. Chciał się odczołgać, ale wtedy jedno z ciał poruszyło się delikatnie. Palce zesztywniałej dłoni zadrżały, jakby próbowały sięgnąć w jego stronę.
Ciała, porzucone tu jak odpadki, otaczały go ze wszystkich stron. Zapach setek trupów, krwi i rozkładu, dławił, wdzierał się do nozdrzy mocniej niż powietrze.
Postać w masce nie drgnęła nawet o krok. Stała nieruchomo, jak strażnik miejsca kaźni. Patrzyła, jak świadomość wraca do jego umysłu.
Wiedział, że to nie był żaden duch, tylko partyzant – P***k, który od miesięcy polował na takich jak on Najeźdźców - rosyjską, bandycką armię, która wdarła się do Polski w 2025 roku z hasłami o „wyzwalaniu”. Od początku mordowali cywilów, gwałcili kobiety i kradli co popadnie. Szczytem ich marzeń była muszla klozetowa z górnopłukiem. To był bardzo chodliwy towar w zacofanej, biednej Rosji.
A on? On był jednym z tych „bohaterów Rosji”. Zaciągnął się do armii nie z patriotyzmu, nie z przekonania – ale z marzenia posiadania lodówki, a może i ceramicznego kibla. Tak, tyle obiecano mu za podpis. A gdyby zginął – jego rodzina miała dostać te cenne dobra. Wielka nagroda za „poświęcenie dla ojczyzny”.
Teraz leżał gdzieś w pod koszalińskim lesie, w kręgu trupów – swoich towarzyszy, z których każdy był wart dokładnie tyle, co złom z rosyjskiej fabryki AGD. Jedni już gnili, inni dopiero zaczynali. Pachniało rozkładem, cebulą, czosnkiem i tanim alkoholem, którym wciąż zalatywały ich mundury.
Partyzant nie drgnął, tylko patrzył. Nie musiał nic mówić – jego obecność była szyderstwem większym niż jakiekolwiek słowa. Bo oto przed nim leżał żołnierz „wielkiej armii”, który marzył, że po wojnie będzie mógł schładzać wódkę w nowiutkiej lodówce, a może nawet wypróżniać się na ceramicznym kiblu, który zamontuje w sławojce pod domem.
Partyzant podniósł broń.
– Za lodówkę – mruknął.
Padł strzał.
I wszystko zgasło. A gdzieś w Rosji urzędnik już przygotowywał dokument – rodzina poległego otrzyma w nagrodę bon na lodówkę.
Las nie chował zmarłych – on je zbierał.

Dariusz P.

Fot. autoportret

Adres

Koszalin

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fotolatryk umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria