10/09/2026
Jest taki krótki czas, który łatwo przeoczyć.
Ślub jest już blisko, ale jeszcze nic się nie wydarzyło.
Nie ma garnituru, sukni, obrączek na dłoniach. Nie ma planu dnia i ludzi czekających na kolejne „ważne momenty”.
Jest zwykłe popołudnie. Spacer. Dwie osoby, które za chwilę zaczną nazywać siebie trochę inaczej.
Lubię fotografować właśnie ten moment.
Nie jako zapowiedź ślubu.
Bardziej jako osobny rozdział.
Bo narzeczeństwo jest trochę jak ostatnie lato przed przeprowadzką. Dopiero po czasie człowiek rozumie, że pewien etap właśnie wtedy wydarzył się po raz ostatni.
I chyba na tym polega wartość tych zdjęć.
Nie przypominają, jak wyglądaliśmy przed ślubem.
Przypominają, kim wtedy dla siebie byliśmy.