01/03/2015
MARZEC MIESIĄCEM OSIĄGANIA SUKCESU - otrzep się z zimowego snu i wstań, rusz do działania
Tym razem mam dla Was rozwojową historię o tym, jak przekuwać porażki w sukcesy. Przeczytałam ją dawno w jakiejś 'mądrej' książce-poradniku typu 'jak osiągnąć sukces...' - niestety tytułu i autora nie pamiętam.
A ponieważ historię czytałam dosyć dawno, opowiem ją własnymi słowami, być może też coś przekręcę.
Był sobie raz osiołek. Jak to zwierzę, lubił sobie dobrze zjeść. Odwiedzał więc pole pewnego gospodarza i podjadał - a to marchewkę, a to sałatę. Trochę niezdara była z tego osła, więc czasem coś podeptał, czasem połamał. Nic więc dziwnego, że gospodarz go nie lubił :)
Pewnego dnia, osiołek pochłonięty wsuwaniem sałaty, zagapił się i wpadł do głębokiej, wkopanej w ziemię beczki. Szans na to, by się wydostać niestety nie było. Osioł skoczny nie był, beczka wąska, ale głęboka, ściany gładkie. Z braku pomysłu głośno zaczął wołać o pomoc. Zirytowany gospodarz wybiegł z chałupy w celu zlokalizowania tego paskudnego hałasu. Nagle zorientował się, że dobiega on ze "studni".
Gospodarz był już trochę stary, ale bardzo zrzędliwy. Słabo widział,ale słuch miał wystarczający dobry, by stracić do osła cierpliwość. Pomyślał więc, że za jednym zamachem pozbędzie się dwóch problemów - osła i "studni", którą od dawna kazała mu zasypać równie zrzędliwa żona. Chwycił łopatę i zaczął przerzucać piach do wkopanej w ziemię beczki.
- Zakopię osła żywcem, należy mu się za te podeptane grządki! - pomyślał.
A osioł początkowo rżał głośniej i z większym przerażeniem, aż w końcu przestał. Gospodarz sypał ziemię z coraz większym zapałem. Tak się zmachał, że spadły mu z nosa okulary, ale się tym nie przejął i machał łopatą z wielką ekscytacją.
Tymczasem osioł wcale nie umarł. Wciąż żył. Początkowo obserwował spadający na niego piach z przerażeniem. Biernie patrzył na swój koniec i dwa razy się popłakał. Ale kiedy zasypało go po brzuch, pomyślał, że musi coś zrobić. Wtedy też przypomniał sobie słowa, które powtarzała mu mama, kiedy uczył się chodzić.
- Otrzep się i wstań!
Więc otrzepał się, oswobodził kopyta i wstał.
Nagle zauważył, że stoi kilka dobrych centymetrów wyżej! Uradowany podziękował mamie w myślach za słowa, których kiedyś nie rozumiał.
Udeptał dobrze ziemię by stać pewniej. I czekał na każdą kolejną łopatę.Gdy piach spadał mu na głowę, powtarzał sobie w myślach:
- Otrzep się i wstań!, strzepywał piach z sierści, udeptywał ziemię.
W pewnym momencie piachu było tyle, że swobodnie wyskoczył.
Pech chciał, że wprost na staruszka i trochę go poturbował, ale nawet tego nie zauważył odbiegając w swoją stronę.
Tylko od nas zależy, czy będziemy narzekać na wietrzną okolicę, czy postawimy turbinę wiatrową...