Studio Fotina

Studio Fotina Fotograf

📷 35 LAT Z APARATEM – CZĘŚĆ 8Ślub na kliszy. Tu nie było Ctrl+Z 😉Dziś, kiedy zrobię zdjęcie trochę za ciemne albo za jas...
27/08/2026

📷 35 LAT Z APARATEM – CZĘŚĆ 8
Ślub na kliszy. Tu nie było Ctrl+Z 😉
Dziś, kiedy zrobię zdjęcie trochę za ciemne albo za jasne, a bardzo zależy mi na konkretnym ujęciu, mam Photoshopa i ogromne możliwości ratowania fotografii.
Wtedy było zupełnie inaczej.
Na śluby zabierałam mojego Nikona F-601 , obiektyw Sigma Zoom, lampę błyskową Nikona i zapas rolek Agfy 200. Jak na tamte czasy był to już naprawdę nowoczesny sprzęt. Aparat miał światłomierz i autofocus, choć oczywiście czasami trzeba mu było trochę „pomóc”. 😉
Na jednym z pierwszych ślubów zużyłam około 12 rolek po 36 zdjęć. Dzisiaj fotograf podczas wesela potrafi zrobić kilka tysięcy ujęć. Ja miałam około 400. I każde naciśnięcie spustu migawki kosztowało.
Nie było podglądu.
Nie można było zerknąć na ekran i sprawdzić:
– czy ktoś mrugnął,
– czy ostrość jest tam, gdzie trzeba,
– czy zdjęcie nie jest prześwietlone.
Trzeba było pilnować światła, przesłony, czasu i po prostu… wiedzieć, co się robi.
A mimo to zawsze gdzieś z tyłu głowy była myśl: czy wszystko wyszło?
Po ślubie sama wywoływałam negatywy i robiłam odbitki w zakładzie fotograficznym Marka Wiśniewskiego. Dopiero wtedy przychodził moment prawdy.
Oczywiście zdarzały się zdjęcia niedoświetlone czy prześwietlone. Te mniej ważne po prostu pomijałam. Jeśli ujęcie było wyjątkowe, próbowałam je ratować podczas wykonywania odbitki, odpowiednio dobierając naświetlenie na maszynie.
To był nasz ówczesny „Photoshop”. 😉
Zawsze zależało mi też, żeby młodzi dostali zdjęcia jak najszybciej. Sama jestem raptusem i kiedy na coś czekam, chciałabym zobaczyć to najlepiej natychmiast. 😄
Czasem kupowałam album i sama wklejałam do niego fotografie, czasem młodzi mieli już własny i dostawali ode mnie odbitki.
Ale najlepiej pamiętam uczucie, kiedy negatywy były już wywołane, odbitki gotowe, patrzyłam na cały materiał i wiedziałam:
wyszło. Mam wszystko.
I wtedy naprawdę byłam szczęśliwa.
Nigdy nie myślałam: przecież jestem zawodowcem, więc na pewno będzie dobrze. Do dziś tak nie myślę. Zawsze może wydarzyć się coś nieprzewidzianego, a ślubu przecież nie da się powtórzyć następnego dnia.
Może właśnie dlatego nadal tak bardzo lubię je fotografować.
Bo poza aparatem, światłem i techniką jest tam coś znacznie ważniejszego — świadomość, że fotografuję czyjąś historię i tworzę pamiątkę, która ma zostać na całe życie. ❤️
📷 Ciąg dalszy za tydzień…

📸 Konkurs z okazji Światowego Dnia Fotografii!Dodajcie w komentarzu własne, wyjątkowe zdjęcie i krótko opiszcie jego his...
20/08/2026

📸 Konkurs z okazji Światowego Dnia Fotografii!
Dodajcie w komentarzu własne, wyjątkowe zdjęcie i krótko opiszcie jego historię. Autor zgłoszenia, które zdobędzie najwięcej reakcji, wygra minisesję fotograficzną! ✨
😍😍😍📅 Zgłoszenia: 19–24 sierpnia🏆 Wyniki: 25 sierpnia🔞 Konkurs dla osób pełnoletnich

Szczegóły znajdziecie w regulaminie. Powodzenia! ❤️😘

Mama i córka ❤️ A może… tak po prostu?Nie każda sesja zdjęciowa musi być planowana kilka tygodni wcześniej.Nie zawsze po...
17/08/2026

Mama i córka ❤️ A może… tak po prostu?
Nie każda sesja zdjęciowa musi być planowana kilka tygodni wcześniej.Nie zawsze potrzebne są urodziny, rocznica czy inna wyjątkowa okazja.
Czasem okazja pojawia się sama. 😊
Wybieracie się razem na imprezę. Fryzjer umówiony, makijaż zrobiony, piękne ubrania przygotowane… Czujecie się świetnie i wyglądacie pięknie.
To może właśnie wtedy warto powiedzieć:„A może zrobimy sobie kilka zdjęć?”
Tak powstają najbardziej spontaniczne sesje mamy i córki. Bez wielkich przygotowań i bez specjalnego powodu. Po prostu chwila tylko dla Was – trochę śmiechu, trochę pozowania i wspólnie spędzony czas.
Impreza minie. Fryzura następnego dnia będzie już inna. 😉A zdjęcia zostaną.
Za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat mogą okazać się jedną z najpiękniejszych pamiątek, jakie macie.
Bo tak naprawdę nie trzeba czekać na szczególną okazję, żeby zrobić sobie wspólne zdjęcia.
Czas spędzony razem jest wystarczającą okazją. ❤️

📸 Studio Fotina Sesje mamy i córki – również te zupełnie spontaniczne.

35 lat z aparatem | Część7Pierwszy ślub. 12 rolek filmu i żadnego „zobaczymy, czy wyszło”.Po Wiośnie Studentów przyszło ...
14/08/2026

35 lat z aparatem | Część7
Pierwszy ślub.
12 rolek filmu i żadnego „zobaczymy, czy wyszło”.
Po Wiośnie Studentów przyszło kolejne zlecenie.
Jedna z par, którą poznałam wśród organizatorów studenckich bali, postanowiła się pobrać. I to właśnie oni powierzyli mi sfotografowanie swojego ślubu.
Pamiętam, że miałam ze sobą około 12 rolek Agfy, po 36 klatek każda.
Dzisiaj brzmi to trochę niewinnie. Karta pamięci mieści tysiące zdjęć, aparat natychmiast pokazuje efekt, można sprawdzić ostrość, ekspozycję, zrobić kolejne ujęcie.
Wtedy każde naciśnięcie spustu migawki oznaczało jedną klatkę mniej.
A czy zdjęcie wyszło?
Tego dowiadywałam się dopiero później.
Nie pamiętam już wielu szczegółów tamtego wesela. Minęło przecież ponad 30 lat. Pamiętam za to atmosferę. Większość osób znałam jeszcze z Wiosny Studentów, więc zamiast wielkiego stresu była radość, znajome twarze i dobra zabawa.
Chociaż chyba nie do końca potrafiłam się nią wtedy cieszyć.
Za bardzo pilnowałam, żeby wszystko wyszło.
Bo bardzo szybko zrozumiałam coś, co towarzyszy mi przy fotografowaniu ślubów do dzisiaj:
tego dnia nie da się powtórzyć.
Jeśli fotograf coś przegapi, nie można poprosić: „Jeszcze raz załóżcie obrączki”.Nie da się drugi raz zobaczyć dokładnie tego samego spojrzenia rodziców.Powtórzyć wzruszenia, łez, śmiechu ani tej jednej chwili, która trwa czasem sekundę.
Zdjęcia po prostu muszą wyjść.
I chyba właśnie ta odpowiedzialność sprawiła, że pokochałam fotografowanie ślubów.
Do dziś bardzo je lubię. Emocje, ludzi, zabawę, nieprzewidywalność. To poczucie, że jestem z aparatem obok w jednym z najważniejszych dni czyjegoś życia i tworzę coś, do czego ta rodzina będzie wracała po latach.
Z pierwszego wesela nie mam niestety ani jednego zdjęcia.
Wtedy standardem było dla mnie przekazanie Młodej Parze wszystkiego – odbitek razem z negatywami. Nie myślałam jeszcze o budowaniu własnego archiwum. Chciałam po prostu oddać ludziom ich zdjęcia.
Dzisiaj trochę tego żałuję.
Bo chętnie wzięłabym do ręki jeden z tych negatywów i zobaczyła, jak fotografowałam pierwszy ślub w swoim życiu.
Ale może właśnie na tym polega fotografia.
Zdjęcia zostają u ludzi, dla których zostały zrobione.I być może gdzieś, w jakimś albumie, moje pierwsze ślubne fotografie nadal są oglądane.
A ja?
Ja fotografuję śluby do dziś.
Tylko zamiast 12 rolek Agfy mam karty pamięci.Odpowiedzialność pozostała dokładnie ta sama.

35 lat z aparatem | Część 6Mój pierwszy płatny reportaż... trwał trzy noce.To był prawdopodobnie 1992, może 1993 rok.Pra...
06/08/2026

35 lat z aparatem | Część 6
Mój pierwszy płatny reportaż... trwał trzy noce.
To był prawdopodobnie 1992, może 1993 rok.
Pracowałam jeszcze u Marka Wiśniewskiego, kiedy znajomi organizujący Wiosnę Studentów w Częstochowie zapytali mnie:
– A może sfotografujesz nasze bale?
Zgodziłam się bez chwili wahania.
Nie fotografowałam tylko samej imprezy.
Byłam z nimi dużo wcześniej – podczas przygotowań, kiedy z pustej sali powstawało niezwykłe miejsce. Z podziwem patrzyłam, jak grupa młodych, ambitnych i niezwykle kreatywnych ludzi tworzy ogromne dekoracje, projektuje oświetlenie i przygotowuje wszystko tak, aby przez trzy wieczory setki studentów mogły bawić się do rana.
To były trzy bardzo krótkie noce;)
Po pracy biegłam do klubu Politechnik, fotografowałam przygotowania i bale niemal do świtu. Nad ranem wracałam do domu tylko po to, żeby się umyć, przebrać i... znów pobiec do pracy.
I tak przez kolejne dni.
Byłam zmęczona, ale jednocześnie szczęśliwa:)
Bo po raz pierwszy ktoś zapłacił mi za to, co naprawdę kochałam robić.

Pierwsze zdjęcie, które dziś publikuję, jest dla mnie wyjątkowe. To jedna z nielicznych fotografii, na których jestem podczas pracy. Ktoś na chwilę odebrał mi aparat i zrobił zdjęcie mnie z dwójką spośród wielu organizatorów tego wydarzenia.

Drugie zdjęcie przedstawia większą część tej niezwykłej ekipy. Patrzę na nie dziś z ogromnym sentymentem. Wtedy byliśmy po prostu grupą młodych ludzi przygotowujących kolejną studencką imprezę. Nikt z nas nie przypuszczał, że dla wielu będzie to początek zupełnie nowych życiowych dróg.

To właśnie tam nauczyłam się, że reportaż to nie tylko zdjęcia.
To opowieść o ludziach, ich emocjach, pasji i ogromnej pracy, której większość uczestników wydarzenia nigdy nie widzi.
Los sprawił, że z niektórymi organizatorami tamtych bali mam kontakt do dziś. Wielu z nich zostało przedsiębiorcami i ludźmi sukcesu. Cieszę się, że mogłam być świadkiem początku ich drogi, tak jak oni byli świadkami początku mojej.
A tamte reportaże otworzyły przede mną kolejne drzwi – pojawiły się śluby, inne wydarzenia i następne fotograficzne wyzwania.
Patrząc dziś wstecz wiem jedno.
Gdybym wtedy powiedziała: „Nie dam rady”, być może moja historia potoczyłaby się zupełnie inaczej.
?? Może i Wy pamiętacie wydarzenie, które nieoczekiwanie zmieniło Wasze życie?
Jeżeli ktoś z tamtej Wiosny Studentów to czyta... dziękuję. To właśnie od Was zaczęła się moja zawodowa droga. ??
PS. Jeśli ktoś rozpozna na tych zdjęciach siebie lub swoich znajomych, będzie mi ogromnie miło, jeśli oznaczy ich w komentarzu. Chętnie dowiem się, jak potoczyły się Wasze losy po ponad 30 latach.

35 lat z aparatemOdcinek 5 – Jedno zdjęcie kosztowało więcej niż naciśnięcie spustu migawkiDziś zrobienie zdjęcia trwa u...
30/07/2026

35 lat z aparatem
Odcinek 5 – Jedno zdjęcie kosztowało więcej niż naciśnięcie spustu migawki

Dziś zrobienie zdjęcia trwa ułamek sekundy. Jeśli nie wyjdzie – kasujemy i robimy następne.
35 lat temu było zupełnie inaczej.
Każde naciśnięcie spustu migawki miało znaczenie.
Fotograf nie myślał: „zrobię jeszcze dziesięć na wszelki wypadek”.
Myślał: „To musi być właśnie to ujęcie.”
Każda klatka filmu była cenna. Liczyło się światło, kompozycja, odpowiedni moment i doświadczenie.
To właśnie fotografia analogowa nauczyła mnie cierpliwości, uważności i szacunku do każdego zdjęcia.
Dzisiaj technologia daje nam ogromne możliwości i bardzo się z tego cieszę. Ale do dziś, zanim nacisnę spust migawki, w głowie nadal mam tę samą zasadę:
Najpierw zobacz zdjęcie. Dopiero później je zrób.
To jedna z najcenniejszych lekcji, jakie dało mi 35 lat z aparatem.
❤️ A Wy pamiętacie jeszcze czasy klisz fotograficznych? Może w domu nadal macie albumy pełne takich zdjęć?

Pierwsze urodziny zdarzają się tylko raz……ale wspomnienia z tego dnia mogą zostać z Wami na całe życie. ❤️Adaś świętował...
23/07/2026

Pierwsze urodziny zdarzają się tylko raz…
…ale wspomnienia z tego dnia mogą zostać z Wami na całe życie. ❤️
Adaś świętował swoje pierwsze urodziny w otoczeniu najbliższych – mamy, taty oraz starszego rodzeństwa: Rozalki i Tymka.
Było mnóstwo uśmiechu, dziecięcej energii i spontanicznych chwil. Takich, których nie da się wyreżyserować. I właśnie za to najbardziej kocham sesje rodzinne.
Podczas takich spotkań nie zależy mi na idealnie wyuczonych pozach. Najważniejsze są emocje, czułe spojrzenia, wspólny śmiech i te drobne gesty, które po latach przypominają, jacy wtedy byliście.
Za kilka lat Adaś zobaczy te zdjęcia i zobaczy nie tylko siebie jako rocznego chłopca.
Zobaczy, jak patrzyli na niego rodzice.
Jak Rozalka i Tymek byli obok.
Jak wyglądało ich dzieciństwo razem.
To właśnie jest największa wartość rodzinnej fotografii.
📷Jeśli Wy również chcecie zatrzymać taki fragment swojej rodzinnej historii, zapraszam do Studio Fotina. Razem stworzymy pamiątkę, do której będziecie wracać przez długie lata.
💙Studio Fotina – bo najpiękniejsze wspomnienia zasługują na piękne fotografie.

35 lat z aparatem – część 4Mój pierwszy NikonByły takie zakupy, o których nie zapomina się nigdy.Dla mnie takim zakupem ...
23/07/2026

35 lat z aparatem – część 4
Mój pierwszy Nikon
Były takie zakupy, o których nie zapomina się nigdy.
Dla mnie takim zakupem był pierwszy własny Nikon.
Kosztował... trzy moje miesięczne pensje.
Dzisiaj wiele osób zmienia aparat co kilka lat. W tamtych czasach zakup profesjonalnego sprzętu był ogromnym wydarzeniem. To nie była spontaniczna decyzja, ale spełnienie marzenia, na które długo pracowałam.
Kiedy wzięłam go do ręki po raz pierwszy, miałam wrażenie, że trzymam coś znacznie cenniejszego niż tylko sprzęt.
To był mój aparat.
Od tej chwili zabierałam go wszędzie.
Na wakacje.
Na spacery.
Na spotkania ze znajomymi.
Fotografowałam ludzi, drzewa, światło odbijające się w wodzie, a czasem po prostu kwiaty stojące w wazonie. Nie robiłam tych zdjęć z myślą, że kiedyś ktoś je zobaczy. Robiłam je dlatego, że świat wydawał mi się piękniejszy, kiedy patrzyłam na niego przez wizjer aparatu.
Nie dlatego, że musiałam.
Dlatego, że chciałam.
Bo fotografia nigdy nie kończyła się dla mnie po wyjściu z pracy.
Ona była ze mną cały czas.
Dzisiaj pracuję już na kolejnym Nikonie. Technologia zmieniła się nie do poznania, ale jedno pozostało takie samo.
Za każdym razem, kiedy biorę aparat do ręki, czuję tę samą ekscytację, którą czułam wtedy, gdy trzymałam swój pierwszy Nikon.
I chyba właśnie wtedy zrozumiałam, że fotografia nie jest tylko moim zawodem.
Stała się częścią mojego życia.

Polecamy
18/07/2026

Polecamy

Patrzeć światłemPrzez ponad sześć lat uczyłam się i pracowałam w zakładzie Marka Wiśniewskiego.Pan Marek nie był człowie...
16/07/2026

Patrzeć światłem

Przez ponad sześć lat uczyłam się i pracowałam w zakładzie Marka Wiśniewskiego.

Pan Marek nie był człowiekiem, który prowadził długie wykłady o fotografii. Nie przypominam sobie rozmów o kompozycji czy świetle.

Najwięcej nauczyłam się... po prostu obserwując go przy pracy.

Patrzyłam, jak ustawia światło.
Jak pracuje z człowiekiem.
Jak ogromną wagę przywiązuje do każdego szczegółu.

Dopiero po latach zrozumiałam, że właśnie wtedy uczyłam się fotografii.

W zakładzie stała również taka wielkoformatowa kamera Globicą. Dla nas była już starszym aparatem, ale nadal pracowała. Sporadycznie wykonywano nią portrety, a bardzo często reprodukcje starych fotografii na błonach 13×18 cm.

Po wykonaniu zdjęcia błony wywoływaliśmy ręcznie w kuwetach w ciemni, a odbitki powstawały na kopiarce stykowej.

To była nasza codzienność.

Nie znaliśmy jeszcze aparatów cyfrowych.
Nie było komputerów.
Nie było Photoshopa.

Fotografia powstawała w aparacie, w ciemni i... w głowie fotografa.

Dzisiaj pracuję zupełnie innym sprzętem.

Ale jedno pozostało niezmienne.

Zanim nacisnę spust migawki, najpierw szukam światła.

To właśnie wyniosłam z tamtych lat.

❤️

Grafika przedstawia wielkoformatową kamerę – symbol warsztatu fotograficznego tamtych lat. Nie jest to aparat z zakładu Marka Wiśniewskiego.

Adres

Kruszyna, Ulica Słoneczna 8
Kruszyna
42-282

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 17:30 - 19:30
Wtorek 17:30 - 19:30
Środa 17:30 - 19:30
Czwartek 17:30 - 19:30
Piątek 17:30 - 19:30
Sobota 09:00 - 13:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Studio Fotina umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria