14/05/2026
Zostałam wyrwana z pięknego snu.
Głośny śmiech ludzi mnie obudził 🫤
Nie wiem, czym bardziej gardzę – politycznym pomawianiem i niszczeniem ludzi, czy tym sztucznym zakłamywaniem rzeczywistości i opowiadaniem o szczęściu Polaków. Jedno i drugie jest przerażające. Jedno tworzy pomówienia, niszcząc dobre imię. Drugie wymyśla radosnych ludzi, którzy ledwo wiążą koniec z końcem.
Czytam radosne relacje ministra , która jeździ po Polsce i odkrywa „szczęśliwych ludzi”, bo „dobrze wydano środki z KPO”. A ja codziennie spotykam tych „szczęśliwych”.
Takich, co z urazem stopy kuśtykają i pytają, czy da się jakoś taniej ortezę. Mówię im o NFZ – 90% dofinansowania. Tylko trzeba zlecenie od ortopedy. „A jak długo się czeka?” – pytają. Kilka miesięcy. Prywatna wizyta tyle co orteza. Więc kupują. Bo życie nie poczeka.
Stomatologia – średnio ponad 10 miesięcy.
Chirurgia szczękowo-twarzowa – 6,5 miesiąca.
Angiolog – 13 miesięcy.
Endokrynolog – ponad rok.
A minister zdrowia uśmiecha się szeroko
i opowiada o sukcesach.
Najgorsze jest jednak to, co dzieje się z tymi, którzy już padli. Tymi, którzy walczą
o orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności. O te parę groszy, które decydują, czy zimą będzie cieplej, czy da się dojechać na rehabilitację.
Słyszałam o niewidzącej w ponad 90% pani, której na komisji rzucili klucze pod nogi. „Proszę podnieść”.
Słyszałam o człowieku po kilkunastu operacjach, ze stomią, przepukliną, obniżonym pęcherzem, zwyrodnieniami i depresją z myślami samobójczymi – któremu zabrano dodatkowe uprawnienia, bo „według skali” już mu się nie należy.
Nie może pracować. Ale godnie żyć też najwyraźniej nie powinien.
Każdy, kto przychodzi po pomoc, jest z automatu traktowany jak kombinator. Jak oszust. Jak ktoś, kto chce państwo naciągnąć. Bo w tym kraju chory to podejrzany. Słaby to pasożyt.
Odwołania od decyzji komisji? Teoretycznie są. W praktyce to droga przez mękę dla ludzi, którzy i tak ledwo zipią. Kilka miesięcy, kolejne komisje, stres, dokumenty, upokorzenia. Większość nie ma już siły. Po prostu się poddaje. I właśnie na to liczą.
Bo po co walczyć z systemem, który chce cię zmęczyć na śmierć.
Uśmiechnięta pani minister.
Jak już będziesz się śmiała na kolejnym spotkaniu z „radosnymi beneficjentami KPO”, to może zrób jedno: spójrz tym ludziom prosto w oczy. Tym, co płacili składki przez czterdzieści lat, a teraz muszą żebrać o godność.
Albo podaj się do dymisji.
Bo patrzenie, jak państwo upodla swoich najsłabszych, gdy choroba już ich dostatecznie upodliła – to nie jest polityka. To jest zwykłe chamstwo przebrane w garsonkę i uśmiech.
A my to wszystko widzimy.
I nie uśmiechamy się już nawet przez łzy.