02/07/2020
Przejechanie odcinka Euro Velo z Nowego Sącza w stronę Beskidu Niskiego na rowerze chodziło mi od jakiegoś czasu po głowie. Plan był więc oczywisty, start z domu (po drodze z krótką wizyta w Sklepiku) i kierowanie się w stronę Jaślisk, a dokładnie do Baru Czeremcha, który znajduje się w centrum tego niezwykłego miasteczka.
Odcinek Euro Velo jak zwykle bardzo przyjemny, później piwko w Piwnicznej, przez Słowację do Żegiestowa i
Muszyny, docelowo na pole namiotowe w Tyliczu i tam noc. Kolejnego dnia najazd na Beskid Niski, delektowanie się spokojem w Izbach, drożdżówka i oranżada w sklepiczku w Śnietnicy, poźniej chwila nad jeziorem na Klimkówce i wielka ulewa, a po deszczu piękny przejazd do Bartnego przez Gładyszów. W Bartnem spektakularna noc w schronisku i propozycja pracy od samego szefa, którą niestety musiałyśmy odrzucić, gdyż dzień później, wieczorową porą planowałyśmy siedzieć w jaśliskim Barze Czeremcha i tam przepijać browarem niejedną zmrożoną setę.
W trzeci dzień wycieczki szybki desant ze schroniska w stronę wysiedlonych wsi łemkowskich (Czarne i Długie) na Wyszowatkę, przez PGR i następnie piękny zjazd i podjazd i wjeżdżamy do Krempnej, nad zalew. Niestety, mimo atrakcyjności tej miejscowości, ogólnie jest pusto, pole namiotowe jest nieczynne, wszystko w związku z covidem jest jakieś zawieszone w czasie i przestrzeni. Ostatni odcinek malowniczymi Polanami upiększonymi na każdym zakręcie kolorowymi chyżami łemkowskimi skąpanymi w letnim słońcu przejeżdżamy z mozołem, podjazd nas wykańcza i jedyną otuchę sprawia nam myśl, że w barze Czeremcha strzelimy piwo, a później setkę, a później piwo, a później to się zobaczy… No i tak chwilkę przed naszą ostateczną destynacją przy drodze pojawia się piękna miejscówka, do której chcemy wejść, bo chce nam się jeść, a w barze to nie wiemy, czy coś podają, a lepiej zacząć pić na pełny żołądek niż na pusty jednak. Nasz przedostatni postój robimy w Dzikim Winie w Daliowej, w łemkowskiej chacie podjadamy doskonałe regionalne specjały, wdajemy się w głębokie dyskusje o życiu z niezwykłą jak i całe to miejsce panią właścicielką i na koniec zdradzamy jej plan, że jedziemy trzeci dzień po to, żeby w Jaśliskach się napić. Ona, podzieliwszy nasz entuzjazm dotyczący Baru Czeremcha, pożegnała nas ciepło i ruszyłyśmy dalej. Ostatni podjazd do Jaślisk, ostatnia prosta przez ryneczek, ostatni zakręt i co?Bar okazał się nieczynny!!! Do diacha! Chciałyśmy jeszcze powalczyć o naszą wymarzoną setunię popijaną zimnym piwem, czekałyśmy jak te spragnione konie u wodopoju, ale niestety, nasza karma się nie odmieniła.
Ostatecznie, mimo początkowego załamania i poczucia beznadziei, w końcu doszło do nas, że celem jest tak na prawdę droga i że to te piwka wypite po drodze i cały ten wolny czas oraz kilometry przebyte na rowerze były największą nagrodą, jaką można sobie wymarzyć.
Reasumując, Beskid Niski jest mi bardzo bliski i zachęcam każdego, kto tam jeszcze nie był, aby wybrał się na włóczęgę, bo tak jak mówi moja mama, tam nawet ptaki inaczej spiewają. Tam jest po prostu magicznie ❤️