11/08/2026
„The Race of Last Rebels” – Węgry
Nawiązując do mojej poprzedniej relacji z tej imprezy, sprzed dwóch lat, pojechałem tam bardzo ciekaw, jak przez ten czas impreza się rozwinęła.
Ogólnie wszystko było bardzo podobnie. Meldujemy się na campingu, co prawda bufet nie ma już langoszy, ale poza tym jest fajnie. Cieszymy się wolnym czasem, spotkaniem i wodą, w której możemy zaznać ochłody. A ten weekend należał do cholernie upalnych.
W sobotę odbywa się drag racing. Pokazał się znów przepiękny gasser Mercury Comet ’66 z Austrii, stamtąd też przyjechał Pontiac Firebird 1 gen. To już drugi, jakiego miałem szczęście zobaczyć w tym roku, a nie są zbyt często spotykane.
Ostro dokazywał na torze AC Cobra. Przypuszczam, że to kit car lub jakaś licencja, ale jego właściciel naprawdę potrafi się cieszyć tym autem i mocno dokazywał na torze – pokonał nawet gassera co najmniej raz, z tego, co widziałem. Z naszych zawodników chyba najlepiej spisywał się „Taras V8”. Kombi Chevrolet groźnie warczał, ale jechał bardzo dostojnie – typowy GM. 😉
W niedzielę zawody na dirt tracku. Tutaj pazur pokazała ekipa z Niemiec „Lau Motors Company”. Przywieźli dwa auta do dirtu, ale na dragu też nimi śmigali. Jednak to tor ziemny jest ich naturalnym środowiskiem i to było widać. To nie były jakieś urodziwe hot rody, tylko maszynki do zapieprzania po wertepach. I robili to w znakomitym stylu. Chętnie jeżdżę na różne niemieckie imprezy i wiem, że mają sporo imprez na dirt tracku (Rust’n Dust, Massen, Castle Bash, Hindenberg), więc mają gdzie ćwiczyć i testować.
Hot rod z UK oraz ten od organizatora również świetnie sobie radziły.
Nasi zawodnicy też dzielnie stawali, tyle że nie obyło się bez przygód. Panel Van w jednym zakręcie nieomal ściągnął sobie oponę z koła, a „Taras V8” urwał zawieszenie, które musiało być spawane. Ale należy pamiętać, że to były samochody, które przyjechały na kołach z Polski i na nich miały wrócić. Wszyscy byliśmy wdzięczni lokalnemu mechanikowi, który bezinteresownie pomógł i perfekcyjnie pospawał, co było trzeba.
Nie zabrakło też rockowych koncertów. W sobotę na torze wyścigowym wystąpił polski zespół Psycho Beets, z dwiema fantastycznymi, energetycznymi dziewczynami na wokalu - szacun za występ na lotnisku w takim upale!. Po sobotnich wyścigach zagrały jeszcze raz na imprezie przy plaży, potem zagrali jeszcze chłopcy z Ati Edge and the Shadowbirds.
Poza wyścigami na campingu odbywało się imprezowanie w plażowym stylu. Upał, jak już wspomniałem, trafił się nam rekordowy (40°C), a możliwość zanurzenia się w wodzie była prawdziwą ulgą.
Bardzo miło spotkać znajomych, zabawy było po pachy, ale bardzo poważnie zastanawiam się, czy impreza w tej formule może się utrzymać. W porównaniu do edycji 2024 uczestników było zauważalnie mniej, a widzów też garstka. To oczywiście tylko moje wrażenie, nie mam danych o frekwencji, ale tak to widziałem.
Będę tej imprezie kibicował i trzymał za nią kciuki. Organizują to bardzo sympatyczni ludzie, a sama impreza jak dotąd wszystkim się podoba, tylko jakoś nie potrafi dobrze wystartować. Oby to się udało!
Wszystkie zdjęcia w pełnej rozdzielczości można zobaczyć na flickr:
https://www.flickr.com/photos/deepsouthphoto/albums/72177720335052046
Tą relację można też znaleźć na blogu:
https://dspauto.blogspot.com/2026/08/the-race-of-last-rebels-wegry.html