30/12/2025
Planowałam w tym roku skrupulatne statystyki.
Chciałam policzyć ilość zrobionych zdjęć, sesji, kilometrów...
Ale aktualizacja lightrooma zjadła moje cyferki, a bobo prezes zalicza ostatnio furię, gdy tylko nie jest na rękach mamy.
Więc będzie jak zawsze- bez planów, a z serca 😉
Ostatni rok zdjęciowy był dla mnie krótszy niż zwykle.
Pierwszą połowę roku, zgodnie z zaleceniami lekarzy, musiałam przeleżakować.
W maju na świat przyszedł nasz mały pan Prezes, a do fotograficznych spotkań z Wami wróciłam w połowie czerwca.
Początkowo miałam sporo obaw.
Jak to będzie, czy sobie poradzę, jak to wszystko pogodzić.
Na szczęście miałam przy sobie niezawodną ekipę wsparcia, w postaci mojego męża i mamy ♥️ bez których pewnie byłoby trudniej.
Do pracy wróciłam w apogeum nocnych kolek 🤣
(I była ona dla mnie zbawiennym oderwaniem od noworodkowej rzeczywistości, nie ma co się czarować 🤣)
Spotkania z Wami dały mi niezliczoną ilość wzruszeń.
Dziękuję, za Waszą troskę, wykraczającą daleko poza ramy sesji.
Nigdy wcześniej nie poczułam tak mocno,
że to co robię, to coś więcej niż praca.
Że to relacja ♥️
W tym roku, jak co roku 😉, dominowały sesje rodzinne.
I cóż tu dużo mówić- kocham je wszystkie!
Każda sesja była tak bardzo moja ♥️
Robiona sercem,
z jeszcze większą uważnością i ciepłem niż kiedykolwiek wcześniej.
Było bardzo dużo nowych osób, ale takich, z którymi czułam, jakbyśmy się znali od lat.
I było dużo moich kochanych stałych bywalców, z którymi jesteśmy już jak Rodzina.
I każde "czekałam aż wrócisz" przyprawiało mnie o masę łez wzruszenia 🥹♥️
Czekaliśmy na Wasze maleństwa,
Zapisywaliśmy czułe spojrzenia.
Biegaliśmy po piasku wydm,
Morska bryza czesała nam włosy.
Zbieraliśmy liście w lesie,
Opowiadaliśmy sobie najpiękniejsze wspomnienia.
Na podwórkach, w pałacach i w babcinych stodołach.
Byliśmy Razem tam, gdzie była Miłość ♥️
Były zdjęcia pierwsze, radosne,
Ale wiem, że było też kilka ostatnich...
Były te bez okazji,
I te z najważniejszych dni życia.
Nie zawsze było łatwo.
Skłamałabym, mówiąc, że była to sielanka.
Były momenty, kiedy miałam ochotę rzucić wszystko
i wyjechać w Bieszczady.
Albo na Marsa.
Syndrom oszusta potrafił zapukać bardzo głośno.
Były chwile zwątpienia, kiedy myślałam,
że może nie jestem wystarczająca.
Że może ktoś inny zrobiłby to lepiej, szybciej, ładniej.
I jestem wdzięczna, że mój mąż ma jeszcze cierpliwość do słuchania moich wątpliwości 🙈♥️
Ale przeglądając wszystkie tegoroczne kadry, wiem, że było warto ♥️
Ten rok nauczył mnie, że nie muszę gonić.
Że fotografia to obecność.
Uważność.
Czułość.
I że dokładnie taka chcę być —
jako fotografka, ale przede wszystkim jako człowiek.
Na koniec chcę Was o coś poprosić ♥️
Jeśli macie chwilkę— napiszcie w komentarzu,
dlaczego wybraliście właśnie mnie.
Co poczuliście, co Was zatrzymało, co sprawiło, że mi zaufaliście?
Dla mnie te słowa będą najcenniejszym podsumowaniem 🥹
Dziękuję, że byliście częścią tego roku ♥️
P.s. zdjęcia, jak co roku, też chciałam sobie pięknie wyselekcjonować, ale wrzucam tych kilka ściągniętych jednym palcem podczas turbo drzemki. Może kiedyś się nauczę... 😉