19/03/2022
Zarówno określenie, że ktoś ma złą, jak i dobrą energię to już trochę zaszufladkowanie go.
Pod obydwoma określeniami kryje się (jak zwykle) żywa osoba z przemyśleniami, przeżyciami, sposobem widzenia świata.
Katarzyna Kachel: Co znaczy, kiedy mówimy, że ktoś ma dobrą albo złą energię?
Paweł Malinowski: Sądzę, że zwykle oznacza to, jaki poziom optymizmu, życzliwości do świata i ludzi, zaufania i wdzięczności do życia, wiary w sens własnych działań i poczucia spełnienia ma dana osoba. W przeciwieństwie do pretensji do innych lub do siebie samego, obwiniania innych i siebie, kategoryzowania ludzi na dobrych i złych, nieufności, wstydu, pesymizmu, wrogości i rozczarowania życiem.
Katarzyna Kachel: Na ile zależy to od nas?
Paweł Malinowski: Na początku życia bardzo niewiele, jeśli w ogóle coś. Rodzimy się z jakimś wyposażeniem genetycznym, co obejmuje także pewne cechy układu nerwowego, a więc i mózgu. Od początku różnimy się np. wrażliwością emocjonalną czy aktywnością neuronów lustrzanych, co ma przełożenie na poziom wczuwania się w innych. No i mamy jakichś rodziców, którzy mają swoją historię życia i swoje możliwości wchodzenia w autentyczny, emocjonalny kontakt. Nie mówiąc o tym, że mogą być też przemęczeni albo chorzy, co dodatkowo zmieni ich dostępność dla dziecka. Do tego dochodzi jeszcze dobra babcia albo jej brak. A w późniejszych latach lepsza lub gorsza sytuacja wśród rówieśników w szkole - wtedy wprawdzie mamy już pewien wpływ na kształtowanie swojej sytuacji, ale nadal ograniczony, np. nie taki, żeby samodzielnie przeciwstawić się przemocy w grupie rówieśników. Czyli wiele kształtują różne okoliczności życia we wczesnych latach. Im bardziej stajemy się dorośli, tym bardziej ten zakres wpływu powiększa się, o ile podejmiemy pracę nad sobą. Bo można też przeżyć całe życie, praktycznie się nie zmieniając.
Katarzyna Kachel: Jak sobie pomóc, by osiągnąć stan swobodnego przeżywania życia?
Paweł Malinowski: Oswojenie, akceptacja i regulowanie własnego odczuwania. Uwolnienie z opresji wewnętrznego krytyka. Uwolnienie od gonitwy myśli. Mniej kompulsji w działaniu, więcej wyboru. Serdeczna, życzliwa relacja ze sobą samym i najlepiej ze światem. Zaangażowanie w przyjaźnie, zamiłowania. Pozwalanie sobie na drobne, a czasem większe przyjemności. Zaangażowanie w działania dające poczucie sensu. Akceptacja nieuchronnych niedoskonałości i ograniczeń. Kontakt z przyrodą. Dbanie o sprawność i zdrowie. Otwarcie się na namiętność. Odkrywanie celu w życiu. Dużo tego… może przesadziłem? Ale nie, wydaje mi się, że to wszystko ma sens. Warto w taką stronę zmierzać. Choćby po trochu.
fragment rozmowy dla Dziennika Polskiego
fot Nathan Dumlao