07/03/2026
😊
Na turniejach Mölkky jest zawsze obecna - z aparatem, uważnym spojrzeniem i wyczuciem chwili.
Nie stoi w centrum wydarzeń, a jednak potrafi być najbliżej emocji.
Małgosia, znana w środowisku jako FotoGryfka od lat dokumentuje sport, który łączy rywalizację z rozmową, z emocjami, z radością bycia razem.
Jej zdjęcia to nie tylko zapis rzutów i wyników, ale opowieść; o napięciu przed decydującym ruchem, gestach, mimice, emocjach po trafieniu.🌹
Z Małgorzatą Maniecką rozmawia Krzysztof Mocha.
👉 Chwilę trwało, abym zdołał Cię namówić do tej rozmowy. Jesteś bardzo skromną osobą i uważałaś, że rozmowa z Tobą może być nudna. Gdybym też tak uważał, to bym odpuścił, ale jednak się spotykamy (śmiech).
Pamiętasz moment, w którym fotografia przestała być tylko “robieniem zdjęć”, a stała się czymś ważnym w Twoim życiu?
Małgorzata:
Fotografia zawsze była dla mnie ważna, przede wszystkim jako zapis wspomnień, które w pamięci się zacierają.
Zdjęcie pomaga mi znowu poczuć klimat tamtej chwili, emocje, sytuacje, czasami nawet zapach. Przypomnieć sobie ludzi, którzy już z mojego życia zniknęli w ten czy inny sposób, ale zostawili ślad. To, że teraz czasami robię zdjęcia na zlecenia, czy za pieniądze, jeszcze tego nie zmieniło - i tak do nich wracam.
Mam dużo albumów ze zdjęciami - nie tylko swoimi ale też tymi gromadzonymi przez dziadków i rodziców.
Czasami bardzo ubolewam nad tym, że teraz nie chce mi się, albo żałuję pieniędzy, żeby na bieżąco zdjęcia drukować, aczkolwiek mam nadzieję wszystko kiedyś nadrobić :)
👉 Od lat jesteś obecna na turniejach Mölkky- jak znalazłaś się w tej roli?
Małgorzata:
Trochę z przypadku. Byłam jedną z osób występujących w oryginalnym składzie ZaGryfki jako gracz.
Któregoś roku zespół organizował turniej dla Prezydenta Miasta, dostaliśmy wtedy dofinansowanie z urzędu i trzeba było obligatoryjnie udokumentować zdjęciami to wydarzenie. Podjęłam się tego zadania, miałam sprzęt i chęci. Mimo, że wtedy moje zdjęcia były jeszcze mocno surowe, wielu osobom się podobały, zaczęłam więc brać aparat na kolejne turnieje i łączyć grę z fotografowaniem.
Z czasem, a w sumie dość szybko 😉, proporcje się zmieniły na tyle, że aparat pochłonął całą moją uwagę i powoli zyskałam zdjęciami rozpoznawalność w środowisku krajowym. Kluczowym momentem też było zaproszenie od Stowarzyszenia Mölkky Dwunastka do uwiecznienia mölkkowego Euro w 2023 roku w Warszawie - otworzyło mi to drzwi na świat.
To wtedy zdecydowałam się założyć swój “profesjonalny” profil w platformach społecznościowych jako FotoGryfka.
👉 Co najbardziej lubisz w fotografowaniu sportu amatorskiego?
Małgorzata:
Myślę, że nie ma różnicy pomiędzy fotografowaniem sportu amatorskiego, a profesjonalnego, nie dla fotografa.
W każdym sporcie, poza wynikami, liczą się ludzie i ich emocje, liczy się chwila triumfu, wspólnoty, wzruszenia czy porażki. Sport daje pełne spektrum, niewyreżyserowane.
👉 Jaką rolę pełni sztuka w Twoim życiu - i czy fotografia jest jej najbliższą formą?
Małgorzata:
Uważam, że sztuką jest wszystko co nas otacza. Nie tylko architektura, obrazy czy film obejrzany w kinie, ale też to co ludzie decydują się włączać, “skopiować”, w swój codzienny tryb życia - to jak wyrażają swój styl, w jaki sposób myślą czy nawet jaką rasę psa wybiorą.
Sztuka ma na nas wszystkich ogromny wpływ, przez całe nasze życie, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie.
Ja zawsze “wyrażałam się” w sposób wizualny, teraz są to zdjęcia, tatuaże i moje mieszkanie, a kiedyś był to rysunek, akwarela i kolaż.
👉 Przygotowując się do rozmowy z Tobą “trochę“ szukałem na Twój temat.
Twoja pasja nie zawęża się tylko do fotografii sportowych.
Architektura, przyroda, wydarzenia kulturalne - co sprawia, że sięgasz po aparat także poza sportem?
Małgorzata:
Myślę, że trzeba zacząć od tego, że moją pasją jest fotografia, kropka. A fotografia jest subiektywna, to jest to co ja widzę i co ja czuję w danym momencie, pokazuję jak ja to widzę i jak chcę zapamiętać.
Jeśli coś mi się wydaje ciekawe, to biorę aparat i robię zdjęcie. Czy na zdjęciu jest przypadkowo napotkany człowiek gdzieś w uliczkach portugalskiego miasteczka, czy cisza znalezionych przypadkiem ruin, to właśnie kalejdoskop moich uczuć.
Można powiedzieć, że fotografia to taki trochę negliż duszy :) Nie szukam na siłę swojej “niszy”, po prostu dokumentuję swoje życie i życie dookoła.
👉 Czym różni się dla Ciebie fotografowanie ruin i zabytków od nowoczesnej architektury? Dopełniając pytanie - czy zdarza Ci się wielokrotnie wracać w te same miejsca, by uchwycić je inaczej?
Małgorzata:
Różnią się chyba tylko moim podejściem do uchwycenia tematu.
Według mnie, nowoczesna architektura często jest wypowiedzią samą w sobie, nie potrzebuje otoczki. Liczy się forma. Ruiny czy zabytki zaś to kawał historii, która została z nami “mimo wszystko”. Czasami stoją samotnie, czasami ktoś przystanie się zastanowić, ten kontekst jest ciekawy.
Bardzo chętnie wracam, np na ulice starego miasta Gdańska, to chyba moje ulubione miasto w Polsce, ale mieszkam blisko i mogę sobie na to pozwolić. Co do reszty świata - mam jeszcze tyle miejsc, w które chcę udać się po raz pierwszy, że pewnie nieprędko wrócę tam gdzie już byłam :)
👉 Czy fotografia może być poezją, skrótem myśli, emocji, niedopowiedzeniem, może opowieścią?
Małgorzata:
Fotografia może być tym wszystkim, jak każda forma sztuki. Może być też listem miłosnym, zapisem historii, wspomnieniem lepszych czy gorszych lat… Nabiera form tylu, ilu ma odbiorców.
👉 Myślisz, że jedno zdjęcie może wyrazić więcej, niż długi opis słowny?
Małgorzata:
Zdecydowanie więcej niż opis słowny!
Opis jest subiektywny, należy do osoby opisującej. Często jest też bardzo… płaski, wyprany z emocji. Oglądając fotografię, jesteśmy w stanie samemu ją zinterpretować, spojrzeć inaczej, dojrzeć coś, czego opis nie zawarł i wyciągnąć swoje własne wnioski.
👉 Fotografia ma wiele twarzy: artystyczną, dokumentalną, użytkową.
Która z nich jest Ci dziś najbliższa i dlaczego?
Małgorzata:
Dokumentalna. Lubię być z boku i obserwować. Uczyć się ludzi i o ludziach. Chciałabym kiedyś mieć odwagę jak Lee Miller, czasami być w centrum i tworzyć równie ikoniczne co ona zdjęcia ale póki co, to taki skrycie niedościgniony wzór, nie tylko jako fotografki ale i jako kobiety.
👉 Mölkky to gra, w której liczy się precyzja ale też emocje. Co z Twojej perspektywy fotografa jest w tej grze najciekawsze do uchwycenia?
Małgorzata:
Najciekawsze i najtrudniejsze do uchwycenia zarazem: poczucie wspólnoty. Bo nawet kiedy jest przegrany i wygrany, uśmiechają się wszyscy, przytulają się wszyscy i świętują wszyscy razem.
To jest właśnie esencja Mölkky moim zdaniem: fakt, że dyscyplina ta nadal jest amatorska, otwarta dla wszystkich, którym wystarczą chęci do gry z najróżniejszymi ludźmi, bez oceniania, i to jest dla nich wystarczająca motywacja, żeby przebyć czasem i pół świata. To jest fenomen tej gry.
👉 Czy po latach fotografowania Mölkky, potrafisz przewidzieć, kiedy zdarzy się “ ten moment”?
Małgorzata:
Tak, jak każdy inny widz. Jeśli jestem w stanie śledzić wynik, a staram się to robić w ważnych meczach, to wiem kiedy może zdarzyć się “ten rzut, ten moment”. Reszta to po prostu często przypadek bycia we właściwym czasie, we właściwym miejscu.
👉 Każdy człowiek w jakimś momencie potrzebuje ciszy, spokoju, szuka wewnętrznej równowagi. Jaki masz na to sposób?
Małgorzata:
Dużo śpię :)
👉 Opowiedz o swoich zainteresowaniach.
Lubisz dobre kino, teatr, książkę, muzykę która Cię napędza, taniec, gotowanie, wyprowadzanie jeży na spacer? Opowiedz proszę.
Małgorzata:
Lubię to wszystko po trochu, łącznie z jeżami! (śmiech) A tak najbardziej, to uwielbiam podróże, zwłaszcza jak nie muszę się na nikogo oglądać i mogę sobie pobłądzić, iść w swoim tempie, przejść dwa razy tę samą drogę, zobaczyć różne perspektywy. Zagapić się na ludzi.
Lubię jak nie ogranicza mnie wtedy czas, a jedynie zmęczenie :)
👉 Serdecznie dziękuję Ci za rozmowę.
Małgorzata:
Ja również dziękuję, to dla mnie zaszczyt.
Foto: Damian Szostak