11/02/2026
Mam bardzo dużo zdjęć, których internet nigdy nie zobaczył.
Dzisiaj część z nich wydaje mi się już średnia. Widzę jaki postęp zrobiłam od tamtego czasu. Ale wtedy widziałam głównie swoje niedociągnięcia. Brakowało mi pewności siebie. Zawsze coś było nie tak.
Sporo sesji poszło w kąt, bo nie potrafiłam przełożyć na zdjęcia tego, co miałam w głowie. Perfekcjonizm skutecznie odbierał mi radość z tworzenia.
Te kadry powstały X lat temu (możecie zgadywać kiedy 🙃). Niby nie tak dawno temu. A może jednak dawno? Dla mnie to już całe wieki. Moja siostra była wtedy w erze czarnych włosów, a ja próbowałam wrócić do fotografii.
Było bardzo zimno, Wiktoria była przeziębiona, ale nie byłybyśmy sobą gdybyśmy nie wykorzystały tej klimatycznej aury podczas pobytu u babci.
Z tej sesji nie mam zbyt wielu ujęć (a przynajmniej już teraz, po mega selekcji zdjęć seryjnych w ruchu), większość się jednak powtarza pod względem zamysłu. Mimo wszystko mam do nich ogromny sentyment.
Spróbowałam obrobić je teraz tak, jak kiedyś chciałam. I znowu nie do końca wyszło. W pewnym momencie pomyślałam jednak, że może nie chodzi o perfekcję, tylko o to żeby w końcu przestać trzymać coś w szufladzie tylko dlatego, że „mogłoby być lepsze”.
Dodaję je, żeby zamknąć pewien rozdział w swojej głowie.
Jeszcze będę wracać do przeszłości. Lubię to.
Może po drodze nauczę się czegoś nowego.
Może przyjdzie jeszcze jakaś refleksja.
A może po prostu wreszcie odpuszczę sobie perfekcjonizm i zacznę czerpać radość z drogi rozwoju?
Pewnie nie 😂