19/08/2025
Niewygoda / Dualizm / Transformacja / Pozwalanie
Dymi mi się głowa z przegrzania myślowego...
Wróciłem z Azji 19 czerwca. Od tamtej pory, poza byciem na 2 festiwalach, intencjonalnie spotkałem się tylko z jedną osobą. Myślę o swoich bliskich i dalszych znajomych prawie codziennie, pytając się czy to już, ale ten czas nie nadchodzi. W następstwie rodzą się myśli “czy może coś jest nie tak?”, ale wszystko chyba jest jednak ok… Daję znać, że żyję.
Moje uwarunkowanie jest takie, że “powinienem” odzywać się do ludzi, którzy są dla mnie ważni, których chcę mieć w życiu. Pozwalam sobie tego nie robić jeśli tego nie czuję. Akceptuję, że jest taki czas, że potrzebuję pobyć sam ze sobą i poukładać sobie to co u mnie. Strasznie to niewygodne, ale już nie mogę sobie pozwolić na postępowanie niezgodne ze mną.
Długo już nic nie pisałem - głównie dlatego, że doświadczam ostatnio niemalże nieustępującej mnie na krok niewygody, a zmiany czy też transformacja w moim życiu przyjęła takie tempo, że jak zaczynam składać do kupy jakieś myśli to rodzi się tylko więcej pytań. Zamiast pisać posta musiałbym opublikować książkę, która tak samo pozostawiłaby tylko więcej otwartych zagadek. To taki etap - jak wszystko w życiu. Czas przejścia - ze starego uwarunkowanego systemu operacyjnego na nowy, nieznany, nieodkryty.
Piszę i kasuję, piszę i kasuję… Po co to piszę? Czy to moja część dzielenia się ze światem? Czy to to co światu daję od siebie - moja praca w kierunku lepszego jutra? Czy to moja spowiedź i rozmowa z samym sobą? Trust the process Timmy… Dziś mogę nie rozumieć, ale idę dalej - coś się z tego ułoży.
Wciąż obecne jest we mnie pytanie o sens wszystkiego co robię, ale to też uwarunkowanie mojego starego systemu - tego który został zaprogramowany na funkcjonowanie w społeczeństwie i na ogólnie przyjętych zasadach produktywnego życia. To ciśnienie wewnątrz mnie mówiące, że to co robię musi być robione po coś - że trzeba osiągać rezultaty… Tymczasem szukam jednak tego miejsca gdzie NIE WIEM, gdzie mogę zobaczyć tylko następny krok ponieważ to właśnie jest ta prawdziwa droga. Jeśli WIEM to to już jest bezpieczeństwo - zaplanowana i przemyślana droga, którą będę podążał aby moje życie się “udało”. To nie jest moja droga - ile razy nie planowałem tyle razy to upadało. Uczę się zatem patrzeć na to co jest obecne wokół mnie i jakie kroki mogę podjąć aby rozwinąć to co czuję o jeden mały poziom. Nie mam pojęcia co będzie dalej, ale to jest życie - to jest dla mnie ekscytujące. Czy nie takie właśnie ma być życie? Ekscytujące? Dla mnie na pewno jest ciekawsze niż takie w pełni zaplanowane i bezpieczne. Eksploruję.
Tutaj wrzucę skróconą ciekawostkę, którą mówię na swoim wykładzie. Magiczne słowo “Abracadabra” tak na prawdę oznacza “I create as I speak” = “Mówiąc, tworzę”. Język jest pełen słów, które nie znaczą tego co społecznie się nauczyliśmy - ich prawdziwe znaczenie, a zatem to co tworzą w naszej rzeczywistości kiedy je wypowiadamy jest kompletnie inne niż to, które znamy. Największe odkrycie jakie tutaj znalazłem, które pozwoliło mi kompletnie zmienić moje postrzeganie świata to słowo “responsability” czyli “odpowiedzialność”. Społecznie to strasznie ciężkie słowo, którego treść nosimy zazwyczaj na barkach mówiąc, że jesteśmy odpowiedzialni. Jego prawdziwe znaczenie nie jest jednak związane z tym, że mamy na sobie ciężar tego czego się podjęliśmy, że zrobimy czy posiadamy i trzeba to utrzymać. “Response ability” czyli faktycznie “umiejętność odpowiedzi” oznacza to, że idąc przez życie nie niesiemy na swoich barkach ciężaru, a nauczyliśmy się pewności siebie i tego, że cokolwiek na naszej drodze nie stanie to będziemy umieli sobie z tym poradzić i odpowiednio zareagować. Wszystko w imię zasady, że wszystko dzieje się dla nas, a nie nam. Jak idziemy przez życie z taką myślą to zamiast mieć na plecach worek pełny ciężkich klocków, które nas spowalniają, mamy ogrom wiary w siebie i przekonania, że przecież cokolwiek się w naszym życiu nie stanie to tak jak zawsze - coś wymyślimy i będzie git. W końcu jesteśmy tu dziś - daliśmy radę - nie było sytuacji, której nie przeszliśmy…
I co u mnie dalej?
To ten moment w życiu, w którym czuję, że odradzam się jako nowy ja, którego jeszcze nigdy nie widziałem. Czy to już ten prawdziwy? Ten ostatni? Na pewno nie, ale tym razem wybory, które podejmuję są faktycznie moje, a nie przykryte lękiem, przekonaniem czy innymi pozostałościami czyjegoś wpływu na mnie. Powiem Wam, że to cholernie niewygodne kiedy odkleja się od Ciebie stary Ty. Z jednej strony ciągnie Cię do wszystkiego co pamiętasz, że sprawiało Ci przyjemność, a z drugiej rozumiesz, że to już nie jest aktualne - to działanie na pamięć, które osobie którą jesteś dziś nie przynosi ani trochę satysfakcji. Mało tego - to już nawet nie moment kiedy buduję kontrast do tego czym byłem - to nie dualizm - to wyjście z uwarunkowania i stworzenie trzeciej drogi.
Żyjemy w dualistycznym świecie, ale to nie oznacza, że jesteśmy lewą czy prawą stroną wahadła - jesteśmy jedną i drugą równocześnie, a cała zabawa polega znalezieniu złotego środka i balansowaniu. Zaczynamy od tego - lewo - prawo, lewo - prawo, lewo - prawo… Jeśli przegniesz w jedną stronę, balans zaprowadzi Cię na drugą. Możesz to przeżywać, ale możesz też stanąć obok i popatrzeć na wahadło swojego życia - zidentyfikować jedną i drugą stronę, to co przeżywasz, czego kiedy potrzebujesz, a potem mieć na to wpływ. Jeśli wiesz dlaczego postępujesz tak jak postępujesz, możesz coś z tym zrobić… Jeśli uświadomisz sobie swoje systemy działania - reszta jest wyborem. Nagle szukasz nowej wartości, która nie miota Cię jak na kutrze rybackim podczas sztormu, a pozwala Ci postawić kolejny - bardziej świadomy krok w swoim życiu.
Moja blokada polegała na tym, że sobie nie pozwalałem. Uważałem (nadal uważam), że np idea nie jedzenia mięsa jest słuszna więc go jadł nie będę i tak samo z wieloma innymi tematami. W tym wszystkim zapomniałem jednak, że składam się nie tylko z umysłu, ale też ciała, a przede wszystkim jestem istotą energetyczną, która tylko przez krótką chwilę zdecydowała się na to ludzkie wcielenie. Umysł zatem w imię mojego twierdzenia, że jestem “good guy” i chcę być pożyteczną mrówką w historii tego świata totalnie zdominował moje życie… Wiecie co to? EGO. Moje ego w dużym stopniu zdefiniowało się właśnie jako “good guy”, a taka osoba nie robi tego co uważa za szkodliwe - żyje zgodnie ze swoim kodeksem prawości. To też bezpieczeństwo, ale to też odczłowieczenie. Przecież moje ciało i moja dusza mówią mi czego potrzebują i to nie będzie to samo każdego dnia przez całe moje życie. Larwa potrzebuje siać destrukcję zjadając wszystko na swojej drodze aby nazbierać energię na transformację w motyla, który potem swoimi działaniami zgodnymi z naturą po stokroć przewyższa to co “zepsuł” we wcześniejszej formie. Czy on się wtedy zastanawia nad tym, że chwilowo jest siłą zniszczenia? Pewnie tego nawet nie kuma, ale my jako ludzie już tak. Umiemy obserwować swoje działania i niestety OCENIAĆ je względem czegoś co uważamy za słuszne. Tak właśnie budujemy sobie pułapkę dla samych siebie i nie rośniemy bo nie akceptujemy naszej natury. Ciało powie nam czego potrzebuje, a na świecie na prawdę nie ma żadnej zasady, która mówi nam, że to jest ok czy nie ok poza naszym wewnętrznym kompasem. Każdy ma po swojemu. Słuchajcie siebie. Ja w końcu burzę swój kodeks moralny i pozwalam sobie po prostu żyć - bez oceny.
We wszechświecie nasza rasa podziwiana jest ponoć jako “mistrzowie limitacji”. Na koniec pozostawiam Was zatem z pytaniem - “W co wierzę co mnie ogranicza?” i zachęcam do zrobienia sobie dobrze i przeniesienia tego wierzenia do czarnej dziury wewnątrz Was, która raz a dobrze pozbędzie się tego śmiecia z Waszego życia.
Jak ktoś jest odważny i chętny to zapraszam do podzielenia się wierzeniami, które jak wszystko - kiedyś Wam służyły, ale ich obecność w Waszym życiu powinna była być dawno zweryfikowana.
Foteczka from Summer Contrast Festival by my love Patrycja Agata Przygoda.
Peace!