24/08/2026
**Tę sesję zapamiętam na długo.**
Nie tylko dlatego, że zrobiłyśmy tego dnia przepiękne, jasne i ponadczasowe zdjęcia.
Zapamiętam ją przede wszystkim dlatego, że podczas tej sesji dużo myślałam o macierzyństwie. O tym, jak wiele oczekiwań mamy wobec siebie, szczególnie wtedy, kiedy czekamy na pierwsze dziecko.
Chcemy być najlepszą mamą na świecie.
Chcemy, żeby tata był zawsze blisko.
Żeby dziadkowie szanowali nasze zdanie.
Żeby wszystko wyglądało trochę jak w książce, którą właśnie przeczytałyśmy.
Zakładamy, że będziemy wiedziały, jak wychowywać dziecko. Że karmienie przyjdzie naturalnie, laktacja „po prostu się pojawi”, a mleka zawsze będzie wystarczająco dużo.
Że odłożymy malucha do łóżeczka i będziemy się wysypiać.
A potem dziecko naprawdę pojawia się na świecie.
I nagle okazuje się, że te wszystkie oczekiwania bardzo łatwo zamieniają się w wymagania.
Już nie tylko te, które stawiamy sobie same.
Dochodzi do tego cały świat mówiący nam, jak powinnyśmy karmić, spać, nosić, reagować, wychowywać. Co jest właściwe, a co nie. Co dziecko „powinno” już umieć. Co mama „powinna” robić.
I można się w tym wszystkim naprawdę zgubić.
Dlatego coraz bardziej wierzę w jedno: **warto być z dzieckiem tu i teraz.**
Patrzeć na nie. Słuchać go. Odpowiadać na jego potrzeby.
Ale też pamiętać o sobie.
Bo nie wierzę, że dobra mama to ta, która spełnia wszystkie możliwe wymagania. Wierzę, że dobra mama to taka, która jest blisko swojego dziecka — i jednocześnie nie gubi w tym wszystkim siebie. 🤍
A ta mama?
Bardzo świadoma. Taka, która potrafi słuchać nie tylko wszystkich dookoła, ale też siebie. I chyba właśnie dlatego tak dobrze zapamiętam tę sesję.
Czego Wy najbardziej bałyście się przed narodzinami pierwszego dziecka, a co później okazało się zupełnie nieistotne?