19/04/2026
irytuje mnie, jak łatwo przypina się ludziom etykiety.
idziesz w Marszu dla Życia - „ciemny lud”.
idziesz w marszu równości - druga szuflada.
i nagle nie możesz być po prostu człowiekiem.
musisz być Polakiem A albo Polakiem B.
dla mnie to strasznie płytkie patrzenie na rzeczywistość.
bo każdy z nas jest zlepkiem doświadczeń, emocji i wartości, których nie da się zamknąć w jednym haśle czy jednym poglądzie.
ja jestem za obroną życia, ale jednocześnie rozumiem, że druga strona ma swoje argumenty i emocje.
i mam świadomość, że prawdopodobnie nigdy nie dojdziemy tu do pełnego kompromisu.
i to jest okej.
bo ten post nie jest o przekonywaniu kogokolwiek.
bardziej irytuje mnie to, jak bardzo daliśmy się podzielić.
jak bardzo przyzwyczailiśmy się do tego, że trzeba się zapisać do jednego z obozów.
bo prawda jest taka, że to jest wygodne.
ale nie dla nas.
dla polityków.
bo podzielonym społeczeństwem łatwiej się zarządza, łatwiej budować narrację „my kontra oni”.
a w tym wszystkim znika zwykły człowiek.
ja nie czuję się w całości ani po jednej, ani po drugiej stronie.
widzę wartości tu i tu - w zależności od tematu.
i mam wrażenie, że wielu z nas ma podobnie, tylko boi się to powiedzieć na głos.
do tego dochodzi jeszcze jeden temat - demografia.
jeśli jako społeczeństwo przestaniemy widzieć wartość w życiu, zwyczajnie będzie nas coraz mniej.
a starzejące się społeczeństwo traci tempo, dynamikę i odwagę do zmian.
i niezależnie od poglądów - trudno mi uwierzyć, że ktoś realnie uważa, że człowiek nie ma wartości.
dlatego zamiast kolejny raz dzielić się na Polaków A i B, może warto zatrzymać się na chwilę i zobaczyć po drugiej stronie po prostu człowieka.
bo życie nie jest zero-jedynkowe.
ale jedno jest pewne - życie każdego z nas ma wartość.