08/02/2020
Dziś temat, który na łamach strony dotąd się nie pojawiał.
Dudziarska Czterdzieści albo po prostu Dudziarska, bez numeru. I tak wszyscy wiedzieli, o które domy chodzi. Trzy czterokondygnacyjne bloki, po cztery klatki w każdym, 216 mieszkań. Pierwszy powstał blok Dudziarska 40b, w 1994. Później, w 1995 i 1996 dobudowano bloki 40 i 40c. Miały tu zamieszkać rodziny "czyszczone" ze Śródmieścia i Pragi Południe. Rodziny dysfunkcyjne, nie radzące sobie z nową rzeczywistością lat 90, zalegające z czynszami. Trudno było o lepsze miejsce na ukrycie tych ludzi przed wzrokiem opinii publicznej - osiedle jest w karykaturalny sposób niedostępne. Na północy przebiega nasyp linii kolejowej nr 2, kilkaset metrów na wschód znajduje się Areszt Śledczy Grochów, na zachodzie rośnie "miejska dżungla", czyli roślinność ruderalna zakorzeniona na warstwie śmieci, a na południu mieści się największa baza PKP Intercity i Kolei Mazowieckich - Warszawa Olszynka Grochowska. Aby dostać się na Dudziarską 40 bez łamania przepisów o poruszaniu się na terenie kolejowym, trzeba skorzystać z autobusu linii 245, uruchomionej w 2007 roku. Autobus zaczyna bieg na pętli PKP Olszynka Grochowska i jedzie pod bloki 23 minuty, bo musi objechać tory. Piechotą "na dziko" można ten dystans pokonać w jakieś 8 minut.
Co najciekawsze - na lokalizację osiedla specjalnie wybrano wschodnią część Koziej Górki. Z premedytacją właśnie w tym miejscu utworzono getto, aby w tych blokach nikt nie chciał mieszkać na dłużej. I to już jest wyższy poziom państwowej opresji - umyślne spychanie problemowych mieszkańców na margines marginesów, aby szybko sami się stamtąd wynieśli i zrobili miejsce dla kolejnych "czyszczonych".
Oczywiście zamysł ten nie sprawdził się, ponieważ dla ludzi dotkniętych nierzadko rozmaitymi uzależnieniami cztery ściany i dach nad głową to już i tak wiele.
Polskie problemy wymagają polskich rozwiązań, więc samorządowcy Śródmieścia i Pragi Południe, przewidując, co zacznie się dziać po osiedleniu ponad 200 rodzin dysfunkcyjnych na końcu świata, przeznaczyli kilkanaście mieszkań dla policjantów z rodzinami.
Takie sprawdzone rozwiązanie z czasów komuny, kiedy na każdą klatkę w nowobudowanym bloku musiał być przynajmniej jeden "swój". Czyli milicjant, ormowiec, esbek.
Ale w latach 90. nikt nie mógł już nikogo zmusić do mieszkania gdzieś, gdzie się mieszkać nie chce. Dlatego rodziny policyjne nie zabawiły tam długo. Do 2002 większość mieszkań policyjnych została już zasiedlona przez ludzi chociażby z Wilanowa, którzy pospieszyli się z kupnem dużych, luksusowych mieszkań i powinęła im się noga z czynszem czy ratą kredytu.
Doprowadzaniem do mieszkań centralki, gazu czy choćby ciepłej wody nikt się nie kłopotał - instalacje błyskawicznie zostałyby przecież wyprute i sprzedane na złomie. Dlatego w zimie mieszkańcy musieli grzać farelkami albo kozami.
Na szczęście getto przy Dudziarskiej stoi dziś puste. Pod blokami pozostała góra śmieci, porzuconych zabawek i ostatni samochód - Citroen Xsara na zielonogórskich blachach. Jeśli ktoś tam jeszcze mieszka, to już nieoficjalnie.
Ten pomnik nieudolności rządów, ślepoty aparatu państwowego i koszmaru setek ludzi zgotowanego im przez urzędników niedługo zniknie.
Ale takich gett w Polsce nie brakuje.